Test: Volkswagen Passat Variant 2.0 TDI 240 Highline 4Motion DSG

Powrót Volkswagen Passat Variant 2.0 TDI 240 Highline 4Motion DSG

Współżycie z Passatem uprzyjemnić ma cała horda elektronicznych gadżetów, poczynając od cyfrowych zegarów, a kończąc na tak abstrakcyjnej funkcji jak asystent parkowania z przyczepą. Zacznijmy jednak od początku.

Cyfrowe zegary kosztują 2.040 zł, dostępne są tylko w wersji Highline i mimo że zawsze wolałem mieć przed oczami klasyczne wskazówki, to te montowane w Passacie mnie przekonują, i to bardzo. Wyświetlacz TFT o przekątnej 12 cali ma wysoką rozdzielczość i świetne podświetlenie – nie traci zupełnie nic w pełnym słońcu. Oprócz tego, że wewnątrz cyfrowo wykreowanego obrotomierza i prędkościomierza możemy widzieć dodatkowe informacje takie jak średnie spalanie, zasięg (te dwie przydają się tak naprawdę najbardziej) ekonomiczność jazdy czy aktualny kierunek w jakim podążamy, a pomiędzy nimi przeglądać i zmieniać podstawowe ustawienia komputera pokładowego, to jednak najbardziej niesamowitą funkcją jest możliwość wyświetlania tam pełnej mapy nawigacji GPS. Dodatkowo można zmniejszyć rozmiary obrotomierza i prędkościomierza, zostawiając szersze pole dla nawigacji – wówczas wyświetlanie wskazań nawigacji na klasycznym ekranie na konsoli środkowej staje się zbędne i można go po prostu wyłączyć.

Przekonuje mnie także standardowo montowany w Highline aktywny tempomat współpracujący z funkcją utrzymywania auta na swoim pasie ruchu (część większego pakietu wycenionego na 4.830 zł). Ten pierwszy działa naprawdę płynnie, potrafi hamować do zera i samemu ruszać z miejsca – to ostatnie jednak wychodzi mu zbyt ślamazarnie, aby nie zostać obtrąbionym za przysypianie na światłach, więc warto trochę mu pomóc z podjęciem decyzji o ruszeniu z miejsca przy pomocy pedału gazu. Ten drugi zaś świetnie radzi sobie z czytaniem drogi – skutecznie lecz subtelnie koryguje kierunek jazdy nie odbijając się bezmyślnie między krawędziami pasa ruchu i niestraszne mu nawet spore łuki pokonywane z prędkością ponad 200 km/h. Z nimi na pokładzie można przejechać praktycznie całą trasę z Warszawy do Krakowa jedynie muskając od czasu do czasu kierownicę i sporadycznie używając hamulca.

Klasyczna kamera cofania jest już w klasie średniej pozycją dość oczywistą, więc Passat oferuje kamerę 360 stopni (3.470 zł) – a raczej system czterech kamer śledzących każdy bok auta i sklejających obraz w całość. Możemy oczywiście wybrać do wyświetlania obraz z jednej, konkretnej z nich, możemy też zasymulować widok dookoła auta patrząc na nie jakby z… boku. Obraz oczywiście będzie w pewnym stopniu zniekształcony przez optykę, ale jednak bardzo czytelny nawet w nocy przy słabym oświetleniu.

Passat ostrzeże nas też przed autem jadącym obok, przed samobójcą rzucającym się pod koła, a także przed autem jadącym ulicą gdy my chcemy na nią wycofać prostopadle. Zaparkuje też za nas na klasyczną kopertę albo prostopadle tyłem z podpiętą przyczepą.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że wszystkie te gadżety po prostu działają. Nie popełniają błędów, nie wydają dziwnych dźwięków informujących o bezradności, ani też nie wyrzucają na desce rozdzielczej feerii żółtych ikonek. Menu systemu inforozrywkowego jest przejrzyście zaprojektowane i działa z płynnością tabletu, a elektrycznie sterowaną tylną klapę można nie tylko otworzyć z wnętrza, ale także i stamtąd zamknąć. Dlaczego mało które inne auto to potrafi?

A ile tak w ogóle trzeba wydać na Passata? Cenniki kombi zaczynają się od 95.190 zł (125-konne, benzynowe Trendline) a kończą na kwocie 170.690 zł właśnie za wersję taką jak testowana przez nas. Po dorzuceniu wszystkich dodatków jakie ma egzemplarz ze zdjęć jego cena podskakuje do około 225.000 zł. Dwieście dwadzieścia pięć tysięcy złotych za Passata z 2-litrowym TDI?! Owszem, i zaraz Wam udowodnię, że nie jest cena wzięta z kosmosu.

Opel Insignia Sports Tourer w wersji Executive ze 195-konnym dieslem, napędem 4×4 i skrzynią automatyczną kosztuje minimum 159.250 zł, czyli około 10.000 zł mniej. Otrzymujemy za to auto starsze konstrukcyjnie, ciaśniejsze, gorzej wykonane, dużo wolniejsze i zaopatrzone w gorszą skrzynią biegów. Nowy Ford Mondeo Wagon w topowej wersji Titanium z 180-konnym dieslem i skrzynią automatyczną zaczyna się co prawda od atrakcyjnych 136.800 zł, ale nie ma napędu na obie osie i jest dużo wolniejsze, a i tak po doposażeniu do poziomu naszego Passata jego cena dobija do 200.000 zł.

To może Audi A4 Avant? Mimo że lepiej urodzone, to w tym momencie tak naprawdę góruje ono nad Passatem tylko swoim stałym, mechanicznym napędem quattro. We wszystkich pozostałych kategoriach to Volkswagen jest lepszy. Nie przeszkadza to jednak A4 kosztować minimum 182.000 zł za 190-konną wersję 2.0 TDI clean diesel i aż 232.500 zł za 245-konne 3.0 TDI. Do tych kwot trzeba doliczyć jeszcze około 90.000 zł, aby osiągnąć mniej więcej poziom wyposażenia testowego Passata – bo części nowinek znajdujących się na jego pokładzie w A4 po prostu nie uświadczymy.

Nadal uważacie, że ten Passat jest drogi?

Galeria zdjęć

Kategoria: Volkswagen

Data dodania: 25.02.2015

Autor: Jakub Krępa

Podziel się

Podyskutuj o tym na naszym forum

&description=Volkswagen Passat Variant 2.0 TDI 240 Highline 4Motion DSG" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club