Czym na urlop?: Volkswagen Golf Variant 2.0 TDI 4Motion Highline

Powrót Volkswagen Golf Variant 2.0 TDI 4Motion Highline

Nowego Golfa Variant zabraliśmy w pięcioosobową wycieczkę do Bułgarii.

Plan zakładał kilkudniowy wyjazd w bałkańskie rejony. Tak naprawdę dopiero podczas jazdy zrodził się pomysł, by zamiast pierwotnie obranej Chorwacji, wybrać równie malowniczą i mniej uczęszczaną przez turystów Bułgarię. Za środek transportu posłużyło obszerne, acz nie największe w gamie Volkswagena kombi – Golf Variant siódmej generacji.

Kombi na bazie Golfa zostało wprowadzone do produkcji dopiero przy produkcji trzeciej odsłony tego najpopularniejszego kompaktu świata. 1993 rok to jednak nie tylko prezentacja dłuższego o 32 cm auta. 21 lat temu Volkswagen rozpoczął montaż legendarnych, nieśmiertelnych jednostek wysokoprężnych TDI. W wakacyjnym teście sprawdziłem, jak po dwóch dekadach i milionach sprzedanych egzemplarzy sprawdza się ten często spotykany schemat rodzinnego auta – najpopularniejszy Volkswagen z nadwoziem kombi i silnikiem diesla pod maską. Dodatkowym atutem testowanego egzemplarza okazał się napęd 4Motion.

Pierwsze zalety Varianta dostrzegliśmy już podczas nocnego pakowania się. Przeszło 600 litrowy bagażnik o foremnych kształtach to prawdziwe zbawienie podczas odległej podróży. Po kilku operacjach związanych z rozmieszczeniem poszczególnych walizek, udało się obrać optymalny układ, przy którym po załadowaniu bagażu pięciu osób (w tym dwóch kobiet!), znalazło się jeszcze miejsce na zgrzewkę wody i napojów energetycznych. Wewnątrz Golf również okazał się świetnym kompanem podróży. Jedynie piątej osobie, siedzącej w centralnym miejscu tylnej kanapy, po kilkuset kilometrach mogło brakować nieco swobody ruchu. A to wszystko z uwagi na konieczność wygospodarowania miejsca na tunel środkowy mieszczący wał napędowy układu 4Motion, który biegnie między stopami wspomnianego pasażera. Na szczęście rozprostowywanie ciała przy każdym tankowaniu i zmiana miejsc pozwoliła wręcz nie odczuć dyskomfortu związanego z liczącą przeszło 3500 km podróżą na pokładzie kombi zbudowanego na podwoziu auta segmentu C.

Nocna droga przez Polskę tradycyjnie już była jednym z trudniejszych odcinków tej wyprawy. Nieoświetlone pobocza, kiepska jakość dróg, remonty – ten schemat znamy wszyscy. Z ratunkiem przybyło komfortowe zawieszenie Volkswagena oraz adaptacyjne reflektory ksenonowe, które dostosowywały strumień światła do krzywizny zakrętu. Nieocenioną pomocą okazał się również rewelacyjnie działający asystent świateł drogowych, który pozwala podróżować z włączonymi światłami drogowymi nawet podczas mijania się z autami jadącymi z przeciwka. Specjalne przysłony wycinają snop światła, który mógłby oślepić innych kierowców, a prowadzący Golfa nieustannie ma przed sobą doświetlone ogromne połacie przestrzeni. To wszystko w połączeniu z regulowanym w wielu płaszczyznach i wyposażonym w funkcję masażu fotelem ErgoActive pozwoliło bez większych nerwów przejechać mi w zasadzie większość trasy naszej wyprawy. Nieco lepsze drogi zastaliśmy po przekroczeniu słowackiej, a później węgierskiej granicy. Szersze jezdnie, więcej autostrad i możliwość osiągania wyższych prędkości złożyły się na dotarcie do rumuńskiej granicy około godziny 13. Od tego momentu niestety wróciliśmy do tempa jazdy praktykowanego w Polsce. Ciasne drogi Rumunii i znaczny ruch uniemożliwiły sprawne pokonanie połowy tego kraju, gdzie wyznaczyliśmy sobie główny punkt pośredni podróży do Bułgarii – Szosę Transfogarską. Ci, którzy baczniej śledzą materiały pojawiające się na naszych łamach, być może kojarzą, że 2 lata temu byliśmy tam ekstremalną Corvette ZR1, w zeszłoroczny weekend majowy oszczędną i pakowną Dacią Dokker, a pod koniec czerwca 2013 roku uczestniczyliśmy w niesamowitej wyprawie PositiveWays, której celem była właśnie rozsławiona przez TopGear droga. Będąc sześciokrotnie na tej niesamowitej przełęczy prowadzącej przez Góry Fogarskie, zdołałem zapamiętać już wiele z sekwencji zakrętów – Golfa, a raczej jego podwozie i układ kierowniczy, czekało więc spore wyzwanie.

Samochód okazał się neutralny w prowadzeniu. Specyficzna nawierzchnia Szosy Transfogarskiej zawsze ma w zanadrzu wiele niespodzianek – od pojawiających się znikąd skał leżących przy poboczach, na szorstkim, sfrezowanym asfalcie, nierzadko pokrytym drobnymi kamyczkami asfalcie skończywszy. Napęd 4Matic pozwalał pozwolić sobie na nieco więcej swawoli, w porę posiłkując się wsparciem kontroli trakcji, którą wygodniej jednak odłączyć. Układ kierowniczy to zdecydowanie nie element, który zasługuje na określenie mianem sportowego, jednak jak na rodzinny samochód jest całkiem przewidywalny i przekazuje wystarczającą ilość informacji odnośnie tego, co dzieje się z przednią osią samochodu. Zawieszenie przyzwoicie wybiera dziury (i to mimo dodatkowej masy przeszło 400 kg podczas podróży), choć jak auto ukierunkowane rodzinnie, to nie należy do najbardziej miękkich – choć mi to ustawienie podwozia pasowało idealnie do takiego charakteru samochodu.

Kilka pamiątkowych zdjęć, obiad w restauracji przy jeziorze Balea Lac i w drogę. Kierunek: tama, spod której akcję “Transfagarasan” rozpoczynała ekipa TopGear. Po 20-kilku kilometrach docieramy do celu – witają nas jedynie zgłodniałe psy, którym zostawiamy nieco jedzenia i coraz głębszy zmrok. Pora na obranie kursu na Bułgarię. Do naszego celu – Złotych Piasków, zostało około 500 kilometrów. Mniej więcej w połowie drogi zorganizowaliśmy przerwę techniczną. Bukareszt nocą jest naprawdę piękny, co ciekawe – pełen niesamowitych osób (choć nie zawsze trzeźwych) nawet po północy. Około godziny drugiej udaliśmy się ku celowi. Znikomy ruch w godzinach porannych pozwolił podliczyć średnie spalanie, jakie udało nam się uzyskać podczas ekspedycji. Biorąc pod uwagę szczelnie wypełnioną kabinę oraz bagażnik, wynik 6,4 litra z całej trasy to fenomenalny rezultat, tym bardziej że droga nie należała do tych najbardziej ekonomicznych – sporo wyprzedzania, górskie rejony, nieco autostrad gdzie nadrabialiśmy stracony w rumuńskich korkach czas. 200-kilometrowy odcinek przejechany przy niewielkiej ilości bagażu, w dwie osoby, pozwolił osiągnąć średni wynik z tej trasy na poziomie 4,2 litra oleju napędowego na 100 km. To pokazuje, gdzie tkwi fenomen tak popularnego wśród ogromnego grona odbiorców silnika TDI.

Tuż nad ranem zajechaliśmy do naszego celu. Po poszukiwaniu przyzwoitego w standardzie hotelu, pędem pobiegliśmy na plażę. Ale nie o wakacjach w tym artykule będzie mowa. Przerzucę więc szereg pobocznych wątków i skupię się na tych widokowo-motoryzacyjnych. Złote Piaski to urokliwe miejsce, choć bardziej do gustu przypadły mi miejsca o jeszcze mniejszym natężeniu turystów. Po kilku dniach udaliśmy się w stronę pięknej Varny, a zdecydowanie najciekawszą atrakcją tej podróży był przylądek Kaliakra, położony u wybrzeży Morza Czarnego, na północ od Złotych Piasków, w 1/3 drogi do Konstanty. Dwukilometrowy cypel jest zbudowany z niesamowitych, niemal pionowych skał liczących niekiedy nawet 70 metrów. Nie brak tu jaskiń, podwodnych skał, czy pozostałości starych zabudowań i kościołów.

Wzdłuż bułgarskich wybrzeży biegną szerokie drogi o nieograniczonej widoczności. Pozwoliło to sprawdzić nieco temperament niemieckiego kombi. 8,9 sekundy to przyzwoity wynik – oczywiście “na pusto”. Mimo wszystko jednak Golf dzielnie radził sobie w trasie, podczas wyprzedzania wystarczyło zrzucić z najwyższego przełożenia na czwarty bieg i 150-konny diesel ochoczo nabierał wigoru. Samochód nie łapał zadyszki nawet przy prędkościach przekraczających te dozwolone na autostradzie. Mimo wszystko w ofercie przydałby się jednak Golf wyposażony w wysokoprężny motor o mocy około 180 koni mechanicznych, jak ma to miejsce chociażby w przypadku Seata Leona ST.

Po 4 dniach podróżowania wzdłuż Morza Czarnego, przyszła pora na drogę powrotną. Rumunia tym razem nie rozpieszczała nas ciekawymi widokami – w środku nocy objazdy poprowadziły nas przez drogi rodem z najczarniejszych horrorów. Bliżej niezidentyfikowane postacie przechadzające się w przydrożnych rowach o 3 w nocy, czerwone światło w środku pola, czy nieutwardzone serpentyny były fragmentem wyprawy, który z pewnością długo zapamiętamy. Podczas powrotu obraliśmy najszybsze możliwe drogi, wobec czego znaczną część trasy przejechaliśmy autostradami. Mimo kilku tysięcy kilometrów spędzonych w pięć osób wewnątrz Golfa Variant, nikt nie narzekał na przesadne zmęczenie.

Testowana odmiana Highline (tylko w tej wersji dostępne jest 150-konne TDI) z napędem 4Motion bazowo kosztuje 107 990 zł. Dopłata za tę dogodność względem tradycyjnego, przednionapędowego Golfa wynosi 9000 zł, ponadto nie ma możliwości sparowania jej ze skrzynią DSG – to zdecydowania negatyw. Poza tym jednak Golf w testowanej specyfikacji to świetny wóz na tego typu wakacyjne wyjazdy. Jest pakowny, oszczędny i z pewnością nikt nie nazwie go zawalidrogą. W przypadku mokrej lub zmrożonej nawierzchni, z pomocą przyjdzie naprawdę przyzwoicie sprawujący się napęd 4Motion. Testowane auto zostało dodatkowo wyposażone w przydatne akcesoria. Kamera cofania wysuwa się spod logo producenta, duży szklany dach przyda się podczas słonecznych wojaży po upalnych regionach Europy. Jednak jednym z najciekawszych i najbardziej umilających podróż dodatkiem, była opcjonalna, wyceniona niestety aż na przeszło 8000 zł nawigacja wraz z systemem multimedialnym Volkswagen Discover Pro. 8-calowy wyświetlacz wyposażony jest w czujnik zbliżeniowy, który po wykryciu dłoni ukazuje dodatkowe informacje, które w “stanie spoczynku” nie przysłaniają na przykład mapy nawigacji. A skoro o niej mowa, to jest niezwykle precyzyjna i aktualna. Tylko na naprawdę świeżych odcinkach nieco się gubiła, ale weźmy poprawkę na to, że miało to miejsce w Rumunii – powodów szaleństw GPS-u może być więc wiele. Na uwagę zasługuje też sprawnie działający Bluetooth, dzięki któremu nowy telefon można sparować z autem dosłownie w 20 sekund. Warto wspomnieć też o możliwości umieszczenia w specjalnej kieszeni karty SIM z własnego telefonu, dzięki czemu auto staje się hotspotem i udostępnia sieć WiFi podróżującym. Niezastąpiona rzecz podczas podróży z laptopem na kolanach.

Jak możecie zauważyć, na co dzień niezbyt wyrafinowany samochód, kiedy staje się drugim domem, okazuje się mieć naprawdę sporo zalet. Nowy Golf Variant wygląda nowocześnie, oferuje zadowalające warunki podróżowania i z pewnością nie zaskoczy przy dystrybutorze. Podróż przez pięć państw utwierdziła mnie ponadto w przekonaniu, że takie elementy jak świetne podwozie, czy dopracowane reflektory to nie zbędne gadżety, ale akcesoria, które niejednokrotnie potrafią uratować zmęczonego podróżą człowieka. Bułgaria z kolei nie okazała się dla mnie tym, czego oczekiwałem. Przynajmniej jeśli chodzi o polecane przez turystów Złote Piaski. Jadąc w mniej oblegane regiony tego państwa, można natknąć się na dużo bardziej urokliwe zakątki, które zapadną w pamięć lepiej niż przepełnione po horyzont plaże Morza Czarnego.

Dane techniczne:

Volkswagen Golf Variant 2.0 TDI 4Motion Highline
Czym napędzany?
turbodiesel, 2.0 R4, 150 KM, 340 Nm
Jak duży?
4.56 x 1.80 x 1.48 m, 1454 kg, 605 – 1620 l
Jak szybki?
8.9 s, 216 km/h
Jak bardzo spragniony?
średnio 6.4 l
Jak drogi?
107 990 zł
Spróbuj także…
Peugeot 308 SW, SEAT Leon ST, Honda Civic Tourer

 

Galeria zdjęć

Kategoria: Volkswagen

Data dodania: 13.11.2014

Autor: Łukasz Kamiński

Zdjęcia: Krzysztof Kuna

Podziel się

Podyskutuj o tym na naszym forum

&description=Volkswagen Golf Variant 2.0 TDI 4Motion Highline" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club