Czym na tor?: Tesla Roadster Sport

Powrót Tesla Roadster Sport

Z Teslą Roadster spotykamy się po raz drugi – przez trzy lata od pierwszej konfrontacji niezłomni konstruktorzy dopracowali ją pod każdym względem. Czy jest wreszcie autem sportowym? Aby się dowiedzieć, zabieramy ją na Tor Kielce.

Najzagorzalsi czytelnicy portalu będą pamiętać jeden z pierwszych testów egzotyków – wtedy mało jeszcze znanego projektu, który podejmował zupełnie niezrozumiałą dla większości próbę stworzenia samochodu sportowego napędzanego wyłącznie przez elektryczność, do tej pory bardziej znanej jako źródło energii wózka golfowego albo lodówki. Ogólnie rzecz biorąc, rzeczy mało kojarzących się z prędkością. Historia dowiodła, że trójka ekscentrycznych biznesmenów z Doliny Krzemowej okazała się wizjonerami – pomimo stosunkowo ograniczonych możliwości marka stała się komercyjnym sukcesem, a teraz jej śladem idą najwięksi producenci na świecie – w przyszłym roku zobaczymy m.in. elektrycznego Mercedesa SLS i BMW i8.

Od mojego poprzedniego spotkania z Teslą wiele się zmieniło. Firma zebrała przez ten czas kolejne 100 milionów dolarów w inwestycjach od Daimlera i Toyoty oraz prawie pół miliarda dolarów pożyczki od Departamentu Energii USA. Zdążyła też rozpocząć dwa duże procesy – przeciwko Henrikowi Fiskerowi, który wedle nich ukradł ich technologię, oraz Jeremy’emu Clakrsonowi, który niezasłużenie zniesław ich auto w Top Gearze. W połowie 2009 roku firma zaczęła przynosić dochody, a zupełnie nowy Model S lada dzień zacznie być produkowany w specjalnie zbudowanej do tego celu fabryce o powierzchni 350 000 m2. To już nie jest grupka awangardowych ekologów błądzących ku jakiemuś szalonemu celowi, to poważna firma budująca prawdziwe samochody. Na prąd.

Wiele zmieniło się także w samym modelu Roadster. Prezentowany tutaj egzemplarz to wersja Sport, którą producent traktuje jako drugą generację swojego projektu. W porównaniu do poprzednika dopracowano akumulatory Panasonica i układ przeniesienia napędu, który poprzez większą zawartość miedzi w trójfazowym indukcyjnym silniku o napięciu 375 Voltów jest w stanie pobierać teraz prąd przemienny o natężeniu 1000 amperów, czyli o 25% więcej niż dotychczas. Tak tak, mądrale od bezpośrednich wtrysków i zmiennych faz rozrządu, macie teraz całe podręczniki nowych trudnych urządzeń i wartości do przyswojenia. Z konwencjonalnych zabawek – dorzucono także bardziej torowe opony Yokohamy i nowe, regulowalne w dużym zakresie zawieszenie i stabilizatory Ohlins.

Tyle dowiemy się z materiałów prasowych. Wsiadając po raz drugi do Roadstera nie sposób było się jednak oprzeć wrażeniu, że postęp odbywa się nieustannie poprzez dziesiątki małych, pojedynczo niezauważalnych poprawek. Przy tej stosunkowo niewielkiej skali produkcji (blisko 2000 sztuk od początku do chwili obecnej) i nadal początkowej fazie rozwoju jest to jak najbardziej możliwe. Teraz oferowana już jest generacja 2.5, w której zmieniono przedni pas nadwozia w stosunku do tego ze zdjęć. Nie zmienia to jednak podstawowych cech charakterystycznych konstrukcji: nadal jest klaustrofobicznie ciasno i trzeba wykroczyć poza granice swojej elastyczności, żeby przy założonym dachu wepchnąć się do tak niskiej kabiny z tak szerokim progiem. Ale kiedy już to zrobimy i skupimy się na jeździe, jest zaskakująco dobrze. Podejrzenie budzi tylko dziwny licznik na prawo od prędkościomierza, który informuje o chwilowej konsumpcji mocy. Oprócz 200 jednostek kilowatów „do przodu”, aż 40 biegnie na lewo od zera. Zamiast drążka skrzyni biegów pod prawą ręką kilka podświetlanych przycisków rodem z USS Enterprise. Wykorzystane materiały i jakość wykonania prawie przekonują mnie do faktu, że samochód jest warty zatrważającej ceny, przekraczającej nieznacznie sto tysięcy euro. Postaw koło Tesli Audi R8 i Porsche 911 a zrozumiesz, że to całkiem sporo. Tu wygórowane oczekiwania spowodowane są oczywiście kosztownym układem napędowym, ale na szczęście nie trzeba przy okazji popełniać oszczędności we wnętrzu i obrażać klienta tak, jak robią to hybrydowe Hondy. Gokartowa pozycja za kierownicą doprawiona jest minimalistycznym, funkcjonalnym designem i naprawdę porządnymi materiałami: skórą, aluminium i karbonem. Dużą ilością karbonu. To pierwsze co się rzuca w oczy w wersji Sport: włóknem węglowym obficie obsypano nie tylko deskę rozdzielczą, ale i kilka elementów nadwozia oraz dyfuzor. Z zewnątrz to jednak nadal za mało – gdyby nie krzykliwy kolor i rzadko spotykana sylwetka, jedyną reakcję na jaką można by liczyć u przechodniów to wzruszenie ramionami. To ten sam przypadek co McLaren MP4-12C: konstruktorzy tak bardzo skupili się na mechanice, że zapomnieli zaprojektować nadwozie. Jest nudne do granic możliwości.

Przewrotnie, wbrew przypuszczeniom wszystkich petrolheadów, to właśnie elektryczny silnik odgrywa tu rolę dostawcy ogromnych emocji. Na początku nic nie wskazuje na empatię fanów robienia oesów z krętych dróg i wyścigów na 1/4 mili z każdych świateł. Absolutna cisza towarzysząca ruszaniu i tylko jedno przełożenie jednych przyprawiają o dreszczyk emocji, u innych wywołują uśmiech politowania. Wszystko jednak staje się jasne już przy pierwszym wdepnięciu pedału gazu. Wielki moment obrotowy (400 Nm na tył wobec 1200 kg) zrywa auto i ciśnie nim bez przejęcia – w każdym momencie, przy każdej prędkości, od razu i bez żadnego wysiłku. Maksymalna moc 288 KM osiągana jest przy 4400 obr./min – niby wysoko, ale to dopiero początek drogi silnika w marszu po stratosferyczne maksymalne 14 000 obr./min. Żadnego oczekiwania, spowolnień przy zmianie biegów. To wręcz komputerowe doświadczenie – celujesz, naciskasz, a reszta dzieje się bez żadnych mechanicznych operacji.

Nie znaczy to jednak, że w jeździe Tesli nie można odkryć żadnego dramatyzmu. Jak już wszyscy wiedzą, Roadster bazuje na jednym z symboli prawdziwej jazdy – Lotusie Elise. A przynajmniej tak wszyscy myślą – obydwie konstrukcje dzielą tak naprawdę tylko 7% części. Ze względu na swoją prostą, aluminiową ramę, bazę Elise można dość łatwo modyfikować – na tyle, aby przebudować ją na potrzeby elektrycznego napędu nawet na tak krótką serię. Rozkład mas jest w gruncie rzeczy taki sam – za fotelami miejsce przereklamowanego benzyniaka zajęły miejsce akumulatory, dokładniej 6831 litowo-jonowych paluszków – takich samych, dzięki którym zasilany jest Wasz laptop z którego czytacie ten tekst. Z tym że tutaj zespół ten waży razem całe 450 kg. Nawet po wstawieniu włókna węglowego tam gdzie się tylko dało, Tesla dalej jest o 330 kg cięższa od Lotusa.

Taka różnica jest od razu zauważalna, i doskwiera nawet komuś bez skali porównawczej z dokonaniami Colina Chapmana. Nadprogramowy balast z tyłu spróbowano zniwelować podsterownym ustawieniem zawieszenia, ale przez to zachowanie samochodu na chwilę przed utratą przyczepności jest nienaturalne. W kontrolowanych warunkach na torze błyskawiczne przyśpieszenia i talent Elisa są zachwycające – ta konstrukcja czuje się tu jak ryba w wodzie i natura pracy elektryka wyświadcza mu kolejną przysługę. To prawdziwa torowa broń, po wyłączeniu kontroli trakcji bardzo chętna na kilka szaleństw. Biorąc pod uwagę łatwość, z jaką można poprowadzić całkiem głębokie slajdy aż jestem w stanie uwierzyć, że nasz niepozorny melex jest najlepiej zakamuflowanym wozem drifterskim. Ale zwyżki masy o 1/3 w stosunku do początkowych założeń konstrukcji nie da się w żaden sposób przypudrować – może nawet ograniczona przyczepność na pokonywanych zakrętach nie jest tak zauważalna co szybkość reakcji na nagłe zmiany kierunku jazdy. Bezpośredniość układu kierowniczego (krótkie przełożenie i brak wspomagania!) przerósł ograniczenia konstrukcji. Wyjeżdżamy z kartingowego slalomu Toru Kielce i wracamy na zwykłą drogę.

Tu można w pełni skonsumować zalety silnika elektrycznego. Bez przesady mówiąc, swoim tempem połykania kolejnych zakrętów utrzymuje poziom Porsche 911 turbo. A do tego dochodzi jeszcze ten fascynujący aspekt nie wydawania żadnego dźwięku spod maski. Podobnie jak wyczula się Twój dotyk i węch po zamknięciu oczu, tak samo tu nagle uszy zaczynają dostrzegać zupełnie inne rzeczy – kamienie odbijające się od podłogi, pisk opon czy szum powietrza. Gdzieś z tyłu przebija się jeszcze futurystyczny pisk rozpędzonych wałków. Paradoksalnie, prędkość jest o wiele bardziej namacalna. W końcu, staje się to całkiem naturalne. Nie będziecie tęsknić za dźwiękiem eksplozji w cylindrach. Taka cisza się nie nudzi.

To jest właśnie ten ideał efektywności, do którego tak długo dążyli twórcy samochodów sportowych. Wybaczcie – w tej chwili to jeszcze jest przyjmowane jako herezja, ale silnik elektryczny jest naprawdę lepszy w dostarczaniu osiągów. A przynajmniej będzie, kiedy uda się poradzić ze wszystkimi jego ograniczeniami. Tak jak zerojedynkowo włącza się tryb pełnego ataku, tak samo zabawa jest w pewnym momencie brutalnie przerywana. A dokładniej, przy 210 km/h. Czyli na autostradzie wezmą Cię choćby takie tuzy sportu, jak Toyota Avensis w dieslu. Chociaż i tak, jak długo uda się taką prędkość utrzymać? Obiektywnie trzeba przyznać, że Tesla dokonała wielkich osiągnięć na rzecz rozwijania zasięgu samochodów elektrycznych – w większości przypadków można je normalnie użytkować bez obaw. Nawet ostra jazda na torze nie rozładowuje akumulatorów w jedną chwilę, a wyświetlacz zasięgu dzielnie trzyma się wyznaczonych przez siebie wartości. Po puszczeniu pedału gazu do gry wchodzi od razu system odzyskiwania energii bezpardonowy do tego stopnia, że przy mniejszych prędkościach nie trzeba nawet używać hamulców. Niestety niewygodna myśl ciągle pozostaje gdzieś głęboko w głowie, że jeśli zabraknie „paliwa” to napełnienie „baku” potrwa w najlepszym przypadku cztery godziny (a w każdym innym – nawet czternaście), a i gniazdka nie dowieziesz sobie wszędzie w kanistrze. Zgrabnie określana „niepewność zasięgu” (ang. range anxiety) urasta do skali niepewności prawiczka na gimnazjalnym balu. Oczywiście, trudy te odwdzięcza nam właściwie nieistniejący koszt zużycia energii (kilkanaście złotych za 300 km jazdy!!! A wy ile płacicie za jedną wizytę na stacji?). Ale w przyszłości problem długiego procesu ładowania zostanie zapewne jakoś rozwiązany – o tym mówią wszyscy, ale mało kto zwraca uwagę że pewnie równolegle do tego prąd w akumulatorach samochodów stanie się podmiotem licznych spekulacji i podatków, osiągając równie bezlitosne dla naszych portfeli wartości co czarne złoto.

Chyba. Przyszłości samochodów elektrycznych nie znamy. Ale możemy być pewni, że Tesla będzie jednym z głównych udziałowców tego rynku. To, czego nie udało się stworzyć przez dziesiątki lat starań światowym koncernom z miliardowymi budżetami, dokonała garstka wizjonerów. Ich celem jest nie tyle zwrócić uwagę kilku bogaczy na ekscentryczną zabawkę – to po prostu jedyne, co mogą teraz sprzedać – ale rozwinąć i zdominować rynek samochodów elektrycznych na wszystkich frontach. Osądzając po tempie ich rozwoju i tego, jak dobrym samochodem (w pełnym tego słowa znaczeniu) już teraz jest Tesla Roadster, na miejscu starych wyjadaczy zacząłbym się już bać.

Egzemplarz ten można wykorzystać do organizacji eventów i jako nośnik reklamy dla swojej firmy, lub po prostu do poczucia tych emocji na własnej skórze podczas jazdy. Z szansy tej można skorzystać poprzez kontakt z Anną Zdybicką (601 687 655, anna.zdybicka@wp.pl). Zapraszamy także na stronę mytesla.pl

CZYM NAPĘDZANY?

Silnik
elektryczny – trójfazowy, czterobiegunowy, indukcyjny, 375V
Moc
288 KM (215 kW) przy 4400-6000 obr/min
Max moment obr.
400 Nm przy 0-5100 obr/min
Skrzynia biegów
bezstopniowa
Napęd
tylne koła

JAK DUŻY?

Długość x szerokość x wysokość
3940 x 1852 x 1126 mm
Rozstaw osi
2352 mm
Masa własna
1200 kg
Nadwozie
targa
Drzwi / miejsca
2 / 2

NA CZYM STOI?

Koła
225/45 R17
Zawieszenie
- przód
- tył
podwójne wahacze, sprężyny Eibach, amortyzatory Bilstein, drążek stabilizacyjnypodwójne wahacze, sprężyny Eibach, amortyzatory Bilstein, drążek stabilizacyjny
hamulce
- przód
- tył
tarczowe wentylowane
tarczowe wentylowane

JAK SZYBKI?

Przyśpieszenie 0-100 km/h
3,7 s
Prędkość maksymalna
201 km/h

JAK BARDZO SPRAGNIONY?

Zużycie energii elektrycznej
- miasto
- trasa
15-21 kWh / 100 km
17-23 kWh / 100 km
Zasięg
390 km

JAK DROGI?

Cena
100.000 euro

 

Galeria zdjęć

Kategoria: Tesla

Data dodania: 03.08.2011

Autor: Mateusz Żuchowski

Zdjęcia: Konrad Skura

Podziel się

Podyskutuj o tym na naszym forum

&description=Tesla Roadster Sport" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club