Test egzotyka: Noble M12 GTO-3

Powrót Noble M12 GTO-3

Jeśli mieliście okazję zobaczyć w Polsce Noble’a – należycie do szczęśliwców. Przed Wami jeden z niewielu, który pojawił się nad Wisłą.

Minęło zaledwie 15 lat od wprowadzenia do “produkcji” (było to raczej jednostkowe składanie samochodów) pierwszego modelu Noble’a – modelu M10. Ten niewielki kabriolet jest dziś prawdziwym rarytasem, ponieważ zjechał z taśmy montażowej w liczbie zaledwie 5 egzemplarzy, z czego dwa rozbito podczas dziennikarskich testów. Do dzisiaj prawdopodobnie przetrwały jedynie dwa auta, zasilane 2.5-litrową V6-tką z Forda Mondeo o mocy nieprzekraczającej 180 KM. Później pojawił się projekt najbardziej słynnego i zasłużonego modelu brytyjskiej manufaktury – M12.

Lee Noble pozostał wierny jednostkom Duratec Forda i w nowym modelu, przez cały okres produkcji montował turbodoładowane V6-tki. Pierwotnie – kontynuację silnika znanego z M10 (w modelu M12 GTO), by w prezentowanym na zdjęciach M12 GTO-3 pokusić się o montaż rozwierconej do trzech litrów, podwójnie doładowanej machiny pompującej na tylne koła 357 rześkich koni. Ale Noble, podobnie zresztą jak szereg brytyjskich manufaktur, skupił się głównie na maksymalnym obniżeniu masy i dopracowaniu sztywności. Z tego też powodu każde M12 wyjeżdżające z Leicester w Wielkiej Brytanii, było fabrycznie wyposażane w klatkę bezpieczeństwa.

Całość osadzono na rurowej ramie, mocno rozbudowanej w tylnej części, by pomieścić niemałą jednostkę napędową, tuż za przestrzenią wygospodarowaną pod dwa sportowe fotele. Na tak przygotowany zestaw nakładano karoserię wykonaną z kompozytów. Efekt? Niewiele ponad 1000 kg wagi, co przy 357 KM, daje stosunek mocy do masy równy z Ferrari 360 Challenge Stradale, czy Lamborghini Diablo VT 6.0 – a więc autami znacznie mocniejszymi, produkowanymi w zbliżonym czasie. Według danych producenta M12 GTO-3 rozpędzało się do setki w 3,9 sekundy, Noble jednak miał tendencję do zawyżania tych wyników (chyba nikt nie wie dlaczego), więc realnie mogło być to nawet 3,7 s. Całkiem nieźle jak na małe auto sprzed kilkunastu lat, z ręczną skrzynią.

Stylistyka M12 nie pozostawia złudzeń. To pełnoprawne auto sportowe, wyjęte wprost z toru wyścigowego. Prezentowany egzemplarz otrzymał szerszy o 15 cm (!) bodykit i nieco zmodyfikowany front, budzący skojarzenia z Pagani Zondą. Na błotnikach pojawiły się dodatkowe wloty powietrza, za drzwiami również. Wisienką na torcie emocji jest matowo czarny lakier. Brakuje jedynie Batmana za kółkiem.

Wszystko wygląda naprawdę pięknie, gdy się o tym mówi. Jeśli siedzisz już za małą kierownicą, żywcem przeniesioną z biurek małolatów upalających w GranTurismo przed kilkoma laty, sprawy nabierają poważniejszego wymiaru. Szybka kalkulacja liczb – 357 KM, centralny motor, tona masy, trzy z kawałkiem do setki – to będzie piękny dzień. Przede mną kręta nitka asfaltu, między drzewami, wije się po horyzont. Kierownica MOMO z carbonowymi wstawkami nieco bawi swoim brakiem wizualnej powagi. Guzik startera z zimnego aluminium również sprawia wrażenie jakby był wyjęty z jakiejś wyścigowej gry sprzed dwóch dekad.

Uśmiech zmienia swój wyraz po obudzeniu się do życia trzylitrowej V6-tki. Malutka dźwignia zmiany biegów z aluminium stawia opór przy próbie wrzucenia pierwszego biegu – czuć surowy charakter. Sprzęgło napiera na lewą stopę, tu nie ma przelewek. Później, o dziwo, idzie już znacznie mniej skomplikowanie. Przy najwyższym, piątym przełożeniu, skupiam się już jedynie na utrzymaniu auta na czarnym dywanie dość prędko umykającym spod kół. Na nierównościach auto myszkuje – to efekt sportowego zawieszenia Bilstein z podwójnymi wahaczami, na którym M12 GTO-3 fabrycznie wyjeżdżały z fabryki. Kilka zakrętów – czuć, że będzie dobra zabawa. Układ kierowniczy jest bezpośredni, w ułamku sekundy przekazuje komendy serwowane na koło kierownicy. Jego skrajne położenia leżą zaledwie 2,5 obrotu od siebie. Kiedy asfalt robi się płaski niczym maska Rolls-Royce’a Phantoma, dopinam mocniej szelki, redukuję dwa biegi i kątem oka zauważam, że wskaźnik doładowania wskazuje ponad 0,5 bara – piekło! Trzeba mieć się na baczności, bo później wskazania tego miernika będę mógł odczuć jedynie na własnym ciele – może być za późno. Auto w zakrętach zachowuje się perfekcyjnie. Solidna rama, centralnie umieszczony motor i rewelacyjnie skonfigurowane zawieszenie to niewątpliwie atuty M12 GTO-3. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak mocno wyświechtane powiedzenie “jedzie jak po sznurku” byłoby tak mocno trafne. Ciężko mówić o drodze, jaką musi pokonać lewarek między biegami – wbija się je pewnym ruchem nadgarstka, wyłącznie przed lub za zakrętem – dmuchnięcie turbiny w łuku może zrobić krzywdę.

No i hamulce – zestaw AP Racing to sprzęt wzięty prosto z półek firm przygotowujących wyczynowe auta. W górnej partii skoku środkowego pedału jest on twardy i dość trudny do wyczucia. ABS i kontrola trakcji to oczywiście systemy dla dzieciaków – Noble spluwa na te nic nieznaczące literki płonącym żarem wprost z dwóch końcówek układu wydechowego. W szybkim pokonywaniu zakrętów pomaga jedynie specjalnie opracowany przez Brytyjczyków system mechanizmu różnicowego o ograniczonym tarciu, bazujący na kołach zębatych, zamiast tradycyjnych płytek. Pozwala to w mechaniczny sposób przekazać więcej z 475 Nm momentu obrotowego na koło, które go potrzebuje. Kilkanaście minut szybkiej jazdy w połączeniu z odbieraniem niesamowitej dawki radości, jaką daje każdy mechanizm tej brytyjskiej układanki, pozwala nabrać nieco pewności.

Świst turbin to niesamowite zjawisko – aż ciężko wyobrazić sobie fakt, że bazą tego silnika była jednostka montowana w Fordzie Mondeo. Z tego też auta pochodzą tylne klosze, a w późniejszym modelu zostały zastąpione przez lampy z… Hyundaia Sonata. W tym szaleństwie jest metoda – Noble nie skupia się na smaczkach stylistycznych. Każdy detal podporządkowany jest praktycznemu wykorzystaniu. Spoiler faktycznie dociska auto do asfaltu, szerokie koła i duże zaciski nie są na pokaz, podobnie jak dodatkowe wloty powietrza. Nawet “designerskie” nacięcia na aluminiowej korbce otwierania szyb służą jedynie obniżeniu ich masy. Z udogodnień zamontowano jedynie opcjonalną manualną klimatyzację i radioodtwarzacz, do którego obsługi i tak trzeba się wypiąć z uprzęży, a więc stację lub poziom głośności zmienicie jedynie na postoju – zbędny gadżet. Poza tym kokpit Noble’a to połacie alcantary i aluminium.

By dotrzeć do mechanizmów M12 GTO, trzeba go otworzyć, niczym Transformersa. Przód dociążany jest głównie przez wydajny układ chłodzenia, na tylnej osi zamontowano pokaźną V6-tkę. Rozkład mas jest niemalże idealny – 48/52 odpowiednio na przednią i tylną oś. To bardzo istotne, zwłaszcza przy aucie o tak krótkim rozstawie osi, w którym opanowanie ewentualnego poślizgu jest znacznie trudniejsze i wymaga refleksu godnego poskramiaczy rajdówek legendarnej grupy B. Nie, nie, nie – to porównanie nie jest na wyrost. Podwójne doładowanie centralnie umieszczonego silnika, mokra nawierzchnia, semislicki na kołach i w nieumiejętnych rękach kłopoty gotowe.

Noble M12 GTO-3 to specyficzne auto. Nie kupi go maniak ogromnych prędkości, zapewne nie znajdzie się też w kręgu zainteresowań osób poszukujących sportowego auta na co dzień – choć M12 nie jest skrajnie tragiczne w tym aspekcie. W zasadzie główną bolączką Noble’a, jeśli chodzi o brak wyjątkowej popularności, jest to, że… jest brytyjski i nie jest: Aston Martinem, Bentleyem, Jaguarem, Rolls-Royce’m, czy chociażby Lotusem. Z podobnym “problemem” spotyka się chociażby Caterham, czy Morgan, które główne grono miłośników mają w Wielkiej Brytanii, gdzie są najmocniej doceniane. Takie auto kupi jedynie purysta, który kocha specyficzne wyroby niewielkich manufaktur, które stawiają na zindywidualizowany produkt, a nie marketingowe chwyty. Z tego też powodu ciężko tak naprawdę wskazać rywali dla Noble’a.

Pierwsza zbliżona konstrukcja, która przychodzi mi do głowy to Lotus Exige – jeszcze lżejszy, za to wolnossący i o mniejszej mocy. Bardziej egzotyczną konstrukcją jest Ultima GTR, której pierwsze wersje powstały w pierwszej połowie lat 80. i już wtedy osiągały wyniki zbliżone do M12 GTO-3. Były to jednak auta kosztujące około 140.000 funtów, a ich głównym konstruktorem był nie kto inny, jak… Lee Noble. Podobną szkołę z początkiem XXI wieku wyznawał również, a jakże, brytyjski TVR. Najmocniejsza wersja Cerbery przypominała bardziej niewielkie GT, jednak 450 KM pozwalało osiągnąć setkę w niespełna 4 sekundy. Spoza grona aut z Wielkiej Brytanii, jakąkolwiek walkę z M12 GTO-3 nawiązać mogły jedynie mocniejsze Ferrari 360 Challenge Stradale i Porsche 911 GT2, których też w Polsce ze świecą szukać. Dlaczego? Polacy chyba nadal nie są jeszcze gotowi na kupno kultowych modeli (choć jeszcze nie do końca klasycznych), kosztujących często więcej niż ich następcy. Niestety zachodnia Europa mocniej doceniła także Noble’a, którego widzicie na zdjęciach i w chwili obecnej nie znajduje się już w Polsce.

Dane techniczne:

Noble M12 GTO-3
Czym napędzany?
benzynowy, biturbo, 3.0 V6, 357 KM, 475 Nm
Jak duży?
4.09 x 1.83 x 1.14 m, 1050 kg
Jak szybki?
3.7 s, 266 km/h
Jak bardzo spragniony?
hmmmm?
Jak drogi?
około 140-180 tys. zł
Spróbuj także…
Ferrari 360 Challenge Stradale, Lotus Exige, Porsche 911 GT2

 

Galeria zdjęć

Kategoria: Noble

Data dodania: 13.06.2014

Autor: Łukasz Kamiński

Podziel się

Podyskutuj o tym na naszym forum

&description=Noble M12 GTO-3" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club