Test egzotyka: Mansory V8 Vantage Roadster

Powrót Mansory V8 Vantage Roadster

Nadal budzą kontrowersje, ale nieustannie są alternatywą dla osób, którym oryginalność nie jest obojętna. Kolejny wariant z oferty Mansory sprawdzamy na bazie Astona Martina V8 Vantage Roadster.

Czy ładny, rzecz gustu. Niewątpliwie jednak Mansory od lat słynie z wyszukanego smaku. Model konsumpcyjny ewidentnie opiera się o nieprzeciętne gusta i wyjątkowo grube portfele. Jednocześnie niemiecki tuner wykazuje się nie lada kunsztem, gdyż podejmuje się modernizacji pojazdów, które odbierane są z reguły jako efekt daru Bożego stylisty. Bentley, czy Ferrari to niewątpliwie dwa, totalnie inne bieguny, oba jednak zachwycające w jednym wypadku klasyczną, prostą kreską skierowaną do eleganckiej klienteli, w drugim z kolei – bezprecedensową agresją, idealnie łączącą jednak doświadczenie inżynierów, technologów i stylistów.

Aston Martin od okresu początków swej świetności, który zdecydowanie przypada na przełom lat 50. i 60. (tak, tak, Bond maczał tu palce), emanuje prezencją i prestiżem. Sport i wyrafinowanie na drodze są tutaj jedynie pozytywnie odbieranym marginesem, wszak nikt nie zdecyduje się na którykolwiek, choćby najmocniejszy w dziejach model Astona, by priorytetowo użytkować go na torze wyścigowym. Vantage powstał z myślą o młodszej klienteli, choć dojrzałej emocjonalnie, z wykreowanym gustem, ceniącej szacunek na drodze nie przez wykresy z hamowni, ale przez mimowolne uznanie ich gustu wśród innych kierowców.

Mansory zdecydował się podjąć działania designerskie również przy tym modelu. Jak DB9 w wykonaniu autorskim tunera może się nie podobać, tak w mojej opinii mniejszy Aston wypadł tu naprawdę dobrze. Na warsztat wzięto wersję Roadster – pozbawioną sztywnego dachu, z zachowanym tradycyjnym, płóciennym nakryciem nad głowami pasażerów. Już sama baza okazała się bardzo ciekawym zestawieniem sportu i elegancji – biały, perłowy lakier i bordowa skóra z jasnym przeszyciem, a do tego brezent w kolorze wnętrza. Właściciel zdecydował się na dalszą personalizację i odłożył na półkę katalog gotowych projektów Mansory, by własnoręcznie odfajkowywać poszczególne elementy, które chciałby, by znalazły się na pokładzie najmniejszego Astona w ofercie brytyjskiego producenta.

Już na samym początku zrezygnowano z jakichkolwiek modernizacji mechanicznych. Owszem, niemiecko-szwajcarska manufaktura oferuje pakiety dodatkowej mocy, jednak nie są one proporcjonalne wobec kwot, jakie należy uiścić, celem wydobycia z jednostki napędowej kilkudziesięciu koni mechanicznych. Jeśli komuś naprawdę zależy na tuningu silnika (ale w Astonie?), warto skorzystać z zewnętrznych firm, które zrobią to bardziej profesjonalnie i zdecydowanie taniej. W prezentowanym samochodzie odczucia płynące z jazdy delikatnie zmieniły się jedynie przez kompletnie nowy układ wydechowy, który wydobywa jeszcze wyraźniej głębię dźwiękową jednostki 4.7 V8. Owszem, mocy nieco przybyło, jednak nie są to na tyle odczuwalne wartości, by mówić o jakiejś różnicy względem seryjnego Vantage. Zdecydowanie za to zmieniła się charakterystyka tłumienia nierówności, a to za sprawą zmodyfikowanych sprężyn Mansory. Istnieje możliwość kompletnej przebudowy zarówno układu zawieszenie, jak i hamulcowego, jednak pozwolę sobie powtórzyć zadane wcześniej pytanie – w Astonie? Seryjny setup jest na tyle dobrze wystrojony, że naprawdę nie warto przełomowo poprawiać fabryki. Co innego design zewnętrzny, który “odczuwa” już nie tylko prowadzący.

Założenia konstruktorów były proste – robimy auto bardziej skupione na frajdę z prowadzenia, względem DB9. Krótki rozstaw osi, szeroko rozstawione koła oraz niewielka wysokość to podstawowe elementy, które sprzyjają tzw. feelingowi podczas jazdy. Wyjściowa bryła była więc sama w sobie optymalnie piękna – jak tu nie zepsuć kunsztu brytyjskich stylistów? No właśnie, kto jak kto, ale Mansory mógł mieć z tym nie lada problem. Na szczęście wspomniany wcześniej właściciel pokusił się o takie zestawienie elementów z oferty tunera, które podkreślą wyjątkowość samochodu, a nie zepsują poczucia dobrego smaku, który posiada zdecydowana większość właścicieli Astona Martina. W zderzaku przednim znalazł się powiększony dolny wlot powietrza oraz kewlarowe skrzela, w które wmontowano światła halogenowe. Jak to u Mansory bywa, wszystkie elementy (jako całość) są wykonane z włókna węglowego, niektóre części po prostu zostały w “naturalnych” barwach, bez pokrycia lakierem. Ten sam zabieg obserwujemy chociażby na wydatnych progach bocznych, lusterkach, czy zderzaku tylnym z potężnym dyfuzorem, w który wkomponowano pionowo ustawione końcówki układu wydechowego. Karbon znalazł się również na wstawkach lamp tylnych, czy wlotach do maski silnika, zaadoptowanej z modelu V12. Tak zestawiona całość spoczęła na, co ciekawe, amerykańskich felgach WORK Schwert SC1. Dość dobrze podkreślają one wysmakowaną potęgę brytyjsko-niemieckiej myśli technicznej. Niemieckiej, nie tylko ze względu na wkład w design ze strony Mansory. Nie zapominajmy, że mariaż z Fordem pojawia się tutaj wielokrotnie.

Zagorzali czytelnicy testów portalu ExoticCars.pl pamiętają zapewne test Astona Vantage sprzed kilku lat. Był to model z jednostką 4.3 V8. Prezentowany na zdjęciach samochód przeszedł delikatne modernizacje mechaniczne. Przede wszystkim zwiększyła się pojemność i wyważenie. Silnik 4.7 otrzymał dopracowane tłoki, tuleje i wał korbowy, dzięki czemu motor osiąga teraz pełne wigoru 426 KM. Auto śmiało “ciągnie” od dołu, niczym V12 znane z DB9, a przy 4000 obr./min otwiera przepustnice w pełni i raczy zgromadzonych w kabinie cudownym, chrapliwym krzykiem. Wspomniane zawieszenie jest nieco twardsze, jednak impulsywniej informuje prowadzącego o tym, co dzieje się z przednią osią. Test odbywał się przy resztkach tegorocznej zimy, która nie odpuszczała aż do kwietnia. Mimo niesprzyjających warunków, Aston spisał się naprawdę dobrze. Co prawda ciężko było wydobyć z auta doprawionego przez Mansory ostatnie poty i zmierzyć deklarowane przyśpieszenie, czy prędkość maksymalną, jednak brytyjski produkt i tak zachwyca. Mimo zastosowania szeregu kompozytów i aluminium, pojazd wcale nie jest lekki. 1630 kg to wartość zarezerwowana w mojej opinii bardziej dla aut pokroju DB9, niż “młodzieżowego” Vantage.

Nie mniej, samochód koi duszę maniaka motoryzacyjnych doznań naprawdę dobrze, gdyby nie jeden szkopuł. Główną bolączką wszystkich Astonów nieustannie pozostaje skrzynia biegów. Kiedy konkurencja od dobrych kilku lat bezlitośnie dopracowuje swoje dwusprzęgłowe przekładnie, brytyjska manufaktura zatwardziale montuje w swych autach SportShift II – przestarzałą konstrukcję o archaicznym wręcz działaniu. Można tu przytoczyć zdanie, które napisałem wcześniej, dotyczące warunków, w jakich w zdecydowanej większości używane są Astony Martiny, jednak mimo wszystko, nawet od tak dostojnego GT, czasami oczekuje się emocji. Cudowny silnik nie załatwi całej “roboty”, a ospała skrzynia potrafi zniweczyć wszelki trud inżynierów pracujących nad jednostką napędową. Szarpanie, przysypianie, niezdecydowanie… określenia te można mnożyć bez liku. Na szczęście, jeśli delikatnie przymkniemy oko na skrzynię i skupimy się na zaletach, których Vantage ma naprawdę sporo, okazuje się, że to świetny samochód na co dzień i do delikatnych szaleństw. Wyważenie oraz rozkład masy w proporcji 49:51 sprzyja pewności pokonywania wskazanej autu trajektorii łuku. Żadnym problemem nie są też kontrolowane uślizgi tylnej osi. Auto bardzo dobrze klei się w zakrętach. Nie jest to może precyzja znana z Porsche 911 GT3, czy chociażby Lamborghini Gallardo, ale jak na samochód, który łączy praktyczność, wygodę i emocje – jest optymalnie.

Podsumowanie tego podwójnego dzieła (bo wstrzemięźliwość od odważnych modyfikacji ze strony Mansory to też wyczyn) nie jest wcale łatwe. Nie ma tu miejsca na niedociągnięcia w spasowaniu elementów, czy ich jakości. Aston zawsze pięknie pachnie w środku bez znaczenia, czy dopiero zjechał z linii montażowej, czy przejechał już ćwierć miliona kilometrów. Na uznanie zasługują też same zakłady w niemieckim Brand, które umiejętnie podkreśliły wyjątkowość projektu z Wielkiej Brytanii. Ponadto klient dla Mansory jest kimś wyjątkowym. To on dyktuje warunki, do tunera należy tylko wykonanie i wystawienie rachunku. Karbon, alcantara, drogocenne kruszce? Proszę bardzo. W białym Vantage Roadster zamontowano nawet zabawny system uruchamiania świateł drogowych, który polega na… muśnięciu dłonią deski rozdzielczej. Wszystko jednak ma swą cenę, a za kwoty niższe niż równowartość prezentowanego projektu, z łatwością przyjdzie nam kupić fabrycznie nowy, doposażony egzemplarz modelu V12 Vantage, których również jest niewiele. Czy o to jednak chodzi klientom Mansory? Nie sądzę. Warto znać jednak granice dobrego gustu, bo przesadzić nie jest trudno, a ból związany z niesmakiem większości obserwatorów będzie zdecydowanie bardziej dotkliwy niż świadomość, że po mieście krąży podobnie skonfigurowany, fabryczny samochód.

Dane techniczne:

Mansory V8 Vantage Roadster
Czym napędzany?
benzynowy, 4.7 V8, 430 KM, 480 Nm
Jak duży?
4.38 x 1.87 x 1.26 m, 1630 kg
Jak szybki?
4.9 s, 290 km/h
Jak bardzo spragniony?
to pytanie jest bardzo nie na miejscu…
Spróbuj także…
Novitec GranCabrio, Arden AJ20, Gemballa 911 GT Cabrio

 

Galeria zdjęć

Kategoria: Aston Martin, Mansory

Data dodania: 27.07.2013

Autor: Łukasz Kamiński

Zdjęcia: Dominik Kopyciński i Małgorzata Krysztofik

Podziel się

Podyskutuj o tym na naszym forum

&description=Mansory V8 Vantage Roadster" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club