Test egzotyka: Honda NSX

Powrót Honda NSX

Utarło się, że niskie, czerwone auto z centralnie umieszczonym silnikiem to Ferrari. Albo… Honda.

Wyobraźcie sobie, jak dziwnym okresem w historii motoryzacyjnej Japonii musiał być przełom lat ’80 i ’90. Podczas gdy po ulicach snują się setki tysięcy identycznie wyciosanych samochodów, które tak na prawdę różnią się od siebie tylko znaczkami, w zaciszach laboratoriów inżynierowie popuszczają wodze fantazji i przygotowują prawdziwe drogowe potwory.

Jako pierwszy przed szereg wyszedł Nissan, opracowując nową odsłonę zapomnianego na ponad dekadę Skyline’a GT-R. Niedługo po nim model 3000 GT zaprezentowało Mitsubishi, a w Toyocie i Mazdzie kończono właśnie prace nad czwartą generacją Supry i trzecią osłoną RX-7. Wszyscy oni zostali jednak zostali położeni na łopatki przez Hondę.

Producent z Minato poszedł bowiem jeszcze dalej i zaproponował coś więcej, niż rodzima konkurencja. Podczas gdy wszyscy umieszczali silnik z przodu, Honda postanowiła przenieść go za plecy kierowcy i tym samym rzucić rękawicę nawet Ferrari. Przed premierą NSX-a na targach motoryzacyjnych w Chicago w 1989 roku z pewnością tylko szaleniec mógł myśleć o takim porównaniu. Jednak NSX w żadnym wypadku nie był dziełem grupki wyzwolonych straceńców, który w chwilach wolnych od projektowania nowej odsłony Civica popuszczali wodze fantazji i dłubali na boku przy szalonym superaucie. NSX był tak na prawdę owocem długoletniego planu, którego korzenie sięgają lat ’80. Już w 1984 roku oglądać można było pierwsze przymiarki do stworzenia auta tego kalibru. Honda zaprezentowała wówczas futurystyczny koncept spod ołówka Pininfariny – HP-X (Honda Pininfarina Xperimental), mogący jednak wyglądem bardziej sugerować zakusy na podbój kosmosu niż dróg asfaltowych. Na bardziej przyziemną odsłonę, czyli auto jakie znamy dziś, trzeba było poczekać kolejne pięć lat do wspomnianego wcześniej Chicago Auto Show. Wybór miejsca na premierę modelu NS-X (pisanego wówczas jeszcze z myślnikiem) nie był rzecz jasna przypadkowy – auto było bowiem ozdobą stoiska Acury – nowej marki premium w portfolio Hondy, stworzonej z myślą o walce w USA z Lexusem i Infiniti.

Zupełnym przypadkiem był natomiast wkład Ayrtona Senny w rozwój NSX-a. Testy na torze Suzuka bolidu F1 zespołu McLaren-Honda, którego pilotem był właśnie Senna, zbiegły się przypadkowo z badaniami nad prototypem NSX-a. Namówiony przez inżynierów Brazylijczyk zrobił kilka kółek w eksperymentalnym egzemplarzu auta, napędzanym wówczas jeszcze przez 250-konny silnik z Legenda. Mimo, że jego kontakt z autem był raczej pobieżny, to odpowiedzialni za projekt już wiedzieli, że muszą popracować nad sztywnością konstrukcji, czego efektem była poprawa tego parametru o 50%. Zafascynowana wkładem Senny Honda zaprosiła go ponownie na ostatnie szlify gotowego do produkcji auta.

Równocześnie jednak wielkoskalowe podejście Hondy doprowadziło do tego, że nawet supersamochód – rasa pozbawiona do tej pory wszelkich przejawów człowieczeństwa – musiał być tak naprawdę możliwy do użytkowania na co dzień. Skuteczni Japończycy nie zawiedli: do NSX-a nie wsiada się wcale inaczej niż do Accorda, a w środku nie trzymamy kolan pod brodą i nawet pedały są w jednej osi z kierownicą! Projekt wnętrza otacza pasażera i kierowcę, choć nie tworzy klaustrofobicznej atmosfery – co jest ewenementem jak na auto z centralnie umieszczonym silnikiem. Choć kokpit dzisiaj wygląda odpowiada dokładnie naszym wyobrażeniom o estetyce azjatyckich lat osiemdziesiątych, to wnętrze ma kilka ciekawych detali designerskich, jak na przykład klamki drzwi.

Jeśli powszechna wygoda miałaby być dla kogoś sygnałem, że NSX to po prostu kolejna stara Honda, to przekręcenie kluczyka rozwieje jego wątpliwości. Chociaż… czy na pewno? Trzylitrowe V6 nie należy przecież do najmocniejszych – jego skromne 270 KM osiągane jest dopiero przy wysokich obrotach (7100), dlatego – wzorem CRX-a – trzeba długo wciskać pedał gazu, żeby wykaraskać z tej japońskiej wiertarki jej orientalnego kła. Brzmi jak słaba zabawa? Nic z tych rzeczy – NSX naprawdę daje masę frajdy z jazdy, i bardzo wielu osobom na pewno będzie się podobał w obejściu bardziej, niż np. konkurujące z nim trochę Ferrari 348. Podczas gdy berlinetta z Maranello jest nadal jeszcze tym nieokrzesanym dzikusem starej szkoły, za kierownicą Hondy poradzi sobie każdy. Nisko ułożone ciało w mocno kubełkowym fotelu nabiera pewności dzięki bez przechyłowemu zawieszeniu oraz jeszcze gorącym (dlatego, że zostały dopiero co opracowane…) zmiennym fazom rozrządu VTEC, które gwarantują naprawdę błyskotliwą reakcję na operowanie przepustnicą. Nie znaczy to, że co bardziej zaawansowany kierowca szybko wykorzysta potencjał samochodu – wielogodzinne poprawki przy podwoziu samego Ayrtona Senny na pewno będą jeszcze długo odkrywane na nowo przez kolejne pokolenia.

Dane techniczne:

Honda NSX
Czym napędzany?
benzynowy 3.0 V6, 270 KM, 285 Nm
Jak duży?
4,43 x 1,81 x 1,17 m, 1365 kg
Jak szybki?
6,0 s, 270 km/h
Jak drogi?
ok 100.000 zł
Spróbuj także…
Ferrari 348, Nissan Skyline GT-R R32, Toyota Supra Turbo

 

Galeria zdjęć

Kategoria: Honda

Data dodania: 30.04.2010

Autor: Jakub Krępa

Zdjęcia: Przemek Rafa

Podziel się

Podyskutuj o tym na naszym forum

&description=Honda NSX" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club