Pierwsza jazda: Ford Ranger w nowej odsłonie

Powrót Ford Ranger w nowej odsłonie

Jeśli próbujesz połączyć nieco freestylu z domieszką ‘Merica, a przy tym istotna jest sprawność w terenie, pakowność i… europejska funkcjonalność wnętrza… Niemożliwe? A jednak – nowy Ford Ranger.

Mówisz “amerykański Ford” – pierwsza myśl to Mustang lub któryś z pickupów. Oczywiście te oferowane za wielką wodą to zgoła inne samochody – nastawione na podróżowanie głównie autostradami i ciąganie ogromnych przyczep. Jest też szalony Raptor, który oprócz sporych umiejętności transportowych, złoi skórę 90% samochodów próbujących się spod świateł. Stary Kontynynent do zaoferowania nie ma zbyt sporo. Z wielozadaniowych samochodów, Ford oferuje jedynie model Ranger – zeuropeizowanego pickupa, który ma w teorii łączyć to, co potrafi F-150 z przystosowaniem do naszych warunków, a więc komfortowym i funkcjonalnym wnętrzem oraz optymalnymi wymiarami, ale z powodzeniem używać go również w ciasnych miastach. Czy się udało?

Ranger był pierwszy pickupem Forda budowanym wyłącznie pod rynki europejskie. W USA auta pod tą nazwą znane są co prawda już od kilkudziesięciu lat, u nas najstarszej odsłonie stuknęła właśnie pełnoletność, licząc od czasu prezentacji, choć oferowana jest od 1999 roku. W Polsce znamy raczej drugą generację tego pickupa, która produkowana była w latach 2006-2011 oraz trzecią odsłonę, która sporo namieszała na rynku pickupów w naszym kraju i odebrała pierwsze miejsce w sprzedaży takim legendom jak Toyota Hilux, czy Mitsubishi L200.

Odświeżony Ranger nie jest rewolucją, bo i ciężko o radykalne zmiany w tym segmencie. Nowa wersja jest za to bardziej “cywilizowana”, szczególnie jeśli mowa o wnętrzu. Osoby znające pokłady nowej Fiesty, Focusa, czy Mondeo z pewnością się tutaj odnajdą, co jest dobrym znakiem. Dotychczas ciężko było przenieść linię i rozwiązania kokpitu z mniejszych samochodów do siermiężnego woła roboczego i rywale wciąż mają z tym problem. Jeśli mowa o zapożyczeniach z samochodów osobych, to może ciężko mówić tu o przeszczepieniu elementów designu zewnętrznego z aut osobowych do Rangera, ale samochód nie kojarzy się z taplaniem w błocie, pyłem i panami z kaskami na głowach. Raczej pierwsze odbiór bliski jest obcowaniu z samochodem rekreacyjnym, czymś na styl nowoczesnego SUVa, ze świadomością, że w razie możliwości nieustannie jest gotowy na walkę z naturą.

Producent oferuje mnogość wersji i konfiguracji. Mamy więc trzy kabiny (pojedyńcza, przedłużona i podwójna), cztery odmiany wyposażeniowe (XL, XLT, Limited i Wildtrak) oraz 3 silniki (diesel 2.2 TDCi w dwóch wariantach mocy oraz pięciocylindrowy 3.2 TDCi). Do tego skrzynia manualna lub automatyczna (obydwie mają 6 przełożeń) i napęd obu osi – zdaje się rzecz nieodzowna w tego typu autach, choć podstawową odmianę XL można zamówić też z pędzoną wyłącznie tylną osią. W terenie sprawdzałem możliwości wersji z przedłużoną kabiną, manualną przekładnią i 160-konnym dieslem 4×4 – szczerze mówiąc samochód niebywale radzi sobie poza utwardzonymi szlakami. Seryjne opony (szosowe) dzielnie walczą z grząskim gruntem, a zawieszenie przyjmuje na siebie niesamowite obciążenia, podwozie – wykrzyże, a nadwozie nie wydaje się robić sobie z tego cokolwiek. Przygotowane przez Forda próby były ciężkie i podejrzewam, że niejeden samochód stricte stworzony do offroadu miałby tu problemy, Ranger jednak podołał.

Na asfalcie czuć, że nie jest to auto do odległych wojaży po autostradach. Nie ma punktów “nicości” na kierownicy jak do niedawna w pickupach bywało, ale miękkie zawieszenie i wysoki profil opony wraz z dużą kubaturą nadwozia dają się we znaki, zwłaszcza słuchowo. Zakręty lepiej pokonywać z dozwolonymi prędkościami – samochód jest stabilny i w swoim segmencie zapewne prowadzi się całkiem nieźle, ale nie zapominajmy, do czego zostały stworzone pickupy.

Ceny? Startują już od 98 277 zł, ale kto by chciał Rangera 4×2. Najtańszy czteronapędowy pickup to wydatek 106 641 zł (pojedyńcza kabina, 130-konny diesel, manualna skrzynia, wersja XL). W odmianie tej czuć surowość. Aby zaznać wyższego komfortu, warto dopłacić do wersji XLT lub Limited, co wiąże się z zamówienie mocniejszej odmiany diesla (160 KM) lub silnika 3.2 TDCi oraz podwójnej kabiny. Przykładowo, za Rangera 2.2 TDCi XLT trzeba zapacić 142 188 zł. Najwyżej stoi odmiana Wildtrak, która kierowana jest raczej do osób pokonujących większą ilość kilometrów po asfalcie i szukająca szeroko pojętego komfortu na pokładzie. Taki samochód w najwyższej możliwej specyfikacji (3.2 TDCi 200 KM, automat) kosztuje 168 879 zł. Czy to sporo? Jak za pickupa, który zawsze będzie samochodem słabiej znoszącym codzienną eksploatację “cywilną” – może i tak, zwłaszcza, że Nissan Navara jest o ponad 15.000 zł tańszy (Tekna, Double Cab, siedmiostopniowy automat, 190-konny diesel), a Mitsubishi L200 nawet 20.000 zł (2.4 181 KM, automat, Instyle Double Cab). Podejrzewam jednak, że wspomniane auta z Japonii słabiej znoszą jazdę na asfalcie, a w terenie poradzą sobie podobnie. Poza tym wersja Wildtrak Forda niesie za sobą także interesujący wygląd – może jednak warto?

Galeria zdjęć

Kategoria: Ford

Data dodania: 03.05.2016

Autor: Łukasz Kamiński

Podziel się

&description=Ford Ranger w nowej odsłonie" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club