Pierwsza jazda: Ford Mustang 2.3 EcoBoost i 5.0 V8 GT

Powrót Ford Mustang 2.3 EcoBoost i 5.0 V8 GT

Nowy Ford Mustang to konstrukcja przełomowa. Nie tylko dlatego, że w końcu można go kupić na polskim rynku.

Z amerykańskimi autami jest trochę jak z teściową – masz świadomość mnogości wad, ale akceptujesz je i kochasz pełnią serca. Czy jak to leciało… W każdym razie tak przynajmniej było do tej pory. Miłość się nie skończyła, kończą się jednak powoli wady i powody do tłumaczeń przed kumplami preferującymi europejskie konstrukcje.

Odmienność rynków ma swoje wady i zalety, dla konstruktorów aut jest od lat jednak udręką, bo różnice homologacyjne, czy też po prostu upodobaniowe, zmuszają do produkcji aut zgoła odmiennych na poszczególne kontynenty. Nowy Ford Mustang jest chyba pierwszym tak bardzo (wciąż) amerykańskim autem, który tak dobrze odnajduje się na europejskim rynku i wśród tutejszej konkurencji. Idąc za ciosem można przytoczyć Corvette C7 – najnowsze dziecko GM, które zaskoczyło swym dopracowaniem pod względem wyczynowych aspiracji, ale nie do końca sprawdza się jako przyjemny samochód na regularny dzień. A Mustang?

Ford obrał znakomity kierunek, jeśli chodzi o wskrzeszenie swojego legendarnego modelu. Minęła ponad dekada od momentu wprowadzenia do produkcji pierwszego Mustanga, po którym było widać, że to bardziej nawiązanie do legendy, niż kontynuacja myśli sprzed kilkudziesięciu lat w kolejnym wydaniu modelu. Było to odważne posunięcie ze strony Forda i choć statystyki sprzedaży tego nie pokazały (były znakomite), to okazało się przeciętnie trafione jeśli chodzi o nową wizję starego auta. Wóz kipiał topornością (nawet wtedy, choć zdaję sobie sprawę z tego, że mało który samochód z USA reprezentował wówczas inny poziom), prowadził się przeciętnie nawet w wersji GT, a wygląd – cóż… przysłońmy ten wątek popularną kwestią gustu.

Z biegiem lat i mniej lub bardziej dyskretnymi modernizacjami auta zaprezentowanego w 2004 roku, Ford zbliżał się do tego, co pragnął osiągnąć prezentując piątą odsłonę Mustanga. Auto wciąż nawiązywało do znanych wszystkim kształtów, zaczynało wyglądać bardziej wyraziście, prowadziło się coraz lepiej, a wnętrze przestało przypominać przystanek autobusowy. To właśnie kumulacja tych faktów oraz zapewnienia producenta co do pełnej gotowości wkroczenia na europejski rynek sprawiły, że z dość sporą dawką niepewności oczekiwałem na pierwsze spotkanie z najnowszą generacją Forda Mustanga, co miało miejsce w ośrodku doskonalenia techniki jazdy w podpoznańskich Bednarach.

Na dziennikarzy czekało kilkanaście aut. Czerwone i żółte coupe były najciekawszymi propozycjami – to modele GT z manualnymi przekładniami. Dla równowagi emocji, otrzymaliśmy do dyspozycji również wersję Convertible w bardziej stonowanych barwach, co zwiastowało nieco mniej spektakularne doznania, co spotęgowane miało być też słabszymi jednostkami napędowymi. Pod maskami aut z otwieranym dachem spoczęła bowiem jednostka EcoBoost o pojemności 2.3 litra. Dzień był dość mocno wypełniony grafikiem przygotowanym przez Forda i szkoda czasu na opisywanie prób, które producent przygotował dla sprawdzania nowych aut. Skupmy się na efektach.

Przygodę z obcowaniem z nowym Mustangiem rozpocząłem w nieco złej kolejności. Od razu zasiadłem za sterami wersji z V8-ką – pokusa była zbyt spora. Od razu widać długie prace konstruktorów nad budową wnętrza. Po układzie i specyfice jej budowy wciąż widać, że to amerykańskie auto, ale dodaje to nieco uroku. Na uznanie zasługuje jednak przyzwoita jakość materiałów oraz samo spasowanie elementów, które mocno zbliża się do europejskich aut. Dźwięk standardowego wydechu robi wrażenie – rasowy, naturalny śpiew ośmiu cylindrów, pozbawionych wszelkich ugrzeczniaczy. Szybka próba pozwoliła dobrze sprawdzić układ jezdny nowego auta. Kierownica, nawet w wyścigowym ustawieniu pracy auta, nie stawia zbyt dużych oporów. Nie każdy zwróci na to uwagę, bo auto prowadzi się przewidywalnie, jednak po sportowym aucie oczekuję nieco więcej. Hamulce – wielki plus. Seria częstych, mocnych hamowań nie wpływa na żywotność układu, środkowy pedał wciąż pracuje w taki sam sposób, co świadczy o przygotowaniu odpowiedniego zestawu pod tę masę i specyfikę auta. Samochód pewnie jedzie po zadanym szlaku, a tył nie próbuje panicznie wymykać się spod kontroli (nawet przy wyłączonych systemach wspomagania trakcji). Próba wytrącenia auta z równowagi skutkuje szybkim poślizgiem, ale nawet tutaj okazuje się, że Ford pozwala panować nad autem również w bardziej złożonych sytuacjach. 426 KM i 529 Nm nie pozostawiają złudzeń. Przy “ugrzecznieniu” charakteru, nie pokuszono się na szczęście na całkowitą kastrację emocji. Samochód nieustannie raczy tym, czym powinien – dźwiękiem, prowadzeniem, osiągami oraz niesamowitą elastycznością jednostki napędowej. Tak naprawdę nie ma większego znaczenia, czy w stosunkowo ciasny łuk wejdziesz przy 70 km/h na biegu drugim, czy też czwartym – autu nie brakuje wigoru i ochoczo nabiera prędkości bez większego znaczenia, w jakim zakresie obrotów obecnie pracuje silnik.

Tak naprawdę dopiero przesiadka do czterocylindrowego Mustanga pokazuje, jak znakomitym autem jest wóz z V8 przed kabiną. Nie oznacza to oczywiście, że już w pierwszym zdaniu tego akapitu zdradzam wam, że Mustang 2.3 Ecoboost jest autem nieobdarowującym emocjami kierowcę. To pewnie zasługa tego, że zacząłem od mocniejszego modelu. Prawda jest jednak taka, że wbrew pozorom, przynajmniej na próbach przygotowanych przez Forda, Mustang 2.3 EcoBoost był autem, z którego łatwiej było wykrzesać pełnię sił i wykorzystać jego możliwości. Nie tylko ja miałem wrażenie, że auto bardziej technicznie angażuje kierowcę, by skupić się na punktach hamowania, wykorzystywać przyczepność i skutecznie operować mocą. W V8 wszystko dzieje się nieco brutalniej, przez co (przynajmniej bez dłuższego oswojenia się z charakterystyką pracy auta) kierowca nie koncentruje się w pełni na powyższych aspektach. 309-konne auto radzi sobie jednak dość sprawnie z nielekkim przecież autem. To wciąż samochód przyśpieszający do 100 km/h w niewiele ponad 5 sekund i choć brakuje mu tego pazura jakim jest V8, to bez obcowania z mocniejszym modelem, chyba każdy kierowca byłby usatysfakcjonowany tym, co oferuje bazowy Mustang. Niewątpliwą zaletą EcoBoosta jest względna ekonomia. Auto nawet przy torowej jeździe spala ponad 10 litrów mniej niż widlasty odpowiednik.

Nie było mi dane sprawdzić automatycznej przekładni Select-Shift w nowym Mustangu, ale manualna skrzynia Getrag działa znakomicie. Krótki lewarek, takie same skoki pomiędzy biegami, pewne prowadzenie dźwigni. Całość znakomicie współgra z przyjemnie twardym sprzęgłem. Zawieszenie również zadowala sztywnością, nie pozwalając przy tym jednak czuć we wnętrzu rozsypanych rodzynek na asfalcie. Mustang GT z pięciolitrowym silnikiem daje z pewnością większą dawkę adrenaliny podczas jazdy, choć prowadzenie wymaga zmiany techniki podróżowania. Przód jest mocno dociążany przez ciężki silnik, czemu próbuje zaradzić zmienione zawieszenie, choć prawom fizyki ciężko przeczyć ingerencją w podwozie. Doładowana jednostka EcoBoost zdradza swój ogromny wysiłek, by przełożyć moc na koła. Ciężko jej coś zarzucić, a z ekonomicznego punktu widzenia jest naprawdę rozsądną propozycją (tym bardziej dla producenta), jednak w mojej opinii legenda powinna pozostać legendą. Kupno wersji GT wiązałoby się ze świadomym wejściem w świat ludzi pozbawionych złudzeń – emocje=bezkompromisowość. Dodając do tego fakt, że model z mocniejszym silnikiem jest droższy o zaledwie 21 000 zł, na wersję EcoBoost zdecydują się chyba wyłącznie ci, którzy chcą użytkować Mustanga na co dzień, nie ograniczając się do krótkich dystansów.

Podsumowując, nowy Ford Mustang, bez względu na wersję silnikową, prezentuje się efektownie. Zmieniono nieco wizerunek, ale auto wciąż pozostaje oddanym historii pojazdem, który w tym wydaniu został nieco ucywilizowany, szczególnie w odbiorze europejskiego klienta. Wersja EcoBoost jest ciekawą alternatywą i pewnie zdobędzie serca wielu zakochanych w legendzie (start od 157 000 zł), choć to ci, którzy w pełni chcą się oddać amerykańskiemu powiewowi wyjątkowych doznań, będą mogli szczycić się dosłowną satysfakcją, prowadząc Mustanga GT z silnikiem V8 (178 000 zł).

Galeria zdjęć

Kategoria: Ford

Data dodania: 01.08.2015

Autor: Łukasz Kamiński

Podziel się

Podyskutuj o tym na naszym forum

&description=Ford Mustang 2.3 EcoBoost i 5.0 V8 GT" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club