Test: Chrysler 300C 3.0 CRD

Powrót Chrysler 300C 3.0 CRD

Stereotypowy amerykański sedan jest wielki, czarny i ma potężny widlasty silnik zasilany benzyną o dowolnej ilości oktanów, z niewielką mocą ale gigantycznym momentem obrotowym. Nasz nie jest ani czarny, ani benzynowy. Reszta się zgadza – i tak chwyta za serce.

Historia “Trzysetki” sięga dobrych 54 lat wstecz. W roku 1955 Chrysler wypuścił pierwszy model 300. Było to gigantyczne coupe, którego nazwa określała osiąganą moc – 300 KM. Choć trzeba przyznać, że topowe jednostki osiągały o 60 KM więcej. W 1957 roku pojawiło się 300C – bezpośredni protoplasta naszej “testówki” – miał silnik Hemi o pojemności 6,4 litra, mocy 375-390 KM, a z tyłu skrzydła, które nijak nie zdobyłyby uznania dziennikarzy w kategorii “widoczność podczas manewrowania do tyłu”. Kolejne generacje wciąż rosły, będąc mniej więcej do początku lat ’60 prawdziwymi królami szosy. Model 300F, wciąż jako prawie sześciometrowe Coupe, miał na sobie więcej chromu niż dział sanitarny w OBI, skrzydła byłyby w stanie zawstydzić rozmiarem nawet TurboDymoMana, a design powodował, że oglądającym miękły nogi. Po odpaleniu 6,8-litrowej jednostki V8 również.

Ostatnie 300-tki – model 300L, zjechały z taśmy w roku 1965 – i był to koniec wspaniałych krążowników spod tego znaku.

Przenieśmy się do roku 1999. Chrysler to wciąż potężna firma, która jednak w swojej ofercie nie ma zbyt wiele do zaproponowania klientowi. Pojawia się więc nowa limuzyna, na platformie LH – wielki powrót do serii 300 – nowe 300M. Ale czy to miało sens? Samochód był duży, komfortowy i nieźle wyposażony. Jednak silniki nie zachwycały, a moc przenoszona była na przednią oś.

Zróbmy więc kolejny skok w czasie – rok 2004. Chrysler niedomaga. Wpadki jakościowe są nazbyt widoczne. Poziom bezpieczeństwa w Voyagerze jest na tyle niski, że sprzedawcy myślą o dawaniu zniżek na zakład pogrzebowy. Innymi słowy kondycja i wygląd koncernu przypominają podstarzałą gwiazdkę, która wciąż błyszczy, ale lepiej w radio niż na koncertach. I wtedy zjawia się Daimler, ze swoją wielką strzykawką finansowego botoksu.

Odgrzebano stare książki, w których znaleziono cud świata pod tytułem Chrysler 300C. Zaadaptowano nazwę, wzięto trochę starych części od Mercedesa, znaleziono designera, który nigdy nie widział ani księgowych, ani europejskich i japońskich samochodów i kazano mu stworzyć coś na miarę naszych czasów. Powstał wspaniały Power Sedan, z tylnym napędem, mnóstwem miejsca i designem godnym staruszków. Gdyby nie względy bezpieczeństwa, miałby pewnie wielkie “ogony” na tylnej klapie.

Pod maską rozsiadły się silniki V6 i V8, w technologii Hemi oraz… diesel. Ponury okup, który Chrysler musiał zapłacić za wsparcie ze strony Mercedesa. Właśnie w takim zestawieniu pojawił się u nas w redakcji. Diesel, do tego w zielononiebiskim kolorze. Czy taki wóz ma sens?

Galeria zdjęć

Kategoria: Chrysler

Data dodania: 18.10.2009

Autor: Marcin Napieraj

Zdjęcia: Kacper Szczepański

Podziel się

&description=Chrysler 300C 3.0 CRD" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club