Carlsson CK63 RSR | ExoticCars.pl – Portal Samochodów Egzotycznych

Test egzotyka: Carlsson CK63 RSR

Powrót Carlsson CK63 RSR

Nie tak dawno temu Mercedes świętował wprowadzenie na rynek najmocniejszej C-klasy w historii – 517-konnego Black Series. Tymczasem w zaciszu skromnej miejscowości Merzig, zaledwie 250 km od Stuttgartu, już czaił się ON.

Nastały ciężkie czasy dla tunerów. Nawet niemieckich. Seryjne auta sportowe, a nawet limuzyny, osiągają coraz większe pułapy mocy, a gdyby tego było mało, coraz śmielej sięgają po specjalne limitowane edycje. W przypadku Mercedesa to Black Series – straszliwy ród, znany ze zbierania Mr. Hyde’ów zwyczajnych, nudnych modeli. W wakacje do tego grona dołączyła konwersja C-klasy, która poprawiając wynik zwyczajnego C 63 AMG o 60 KM stała się najmocniejszym modelem bazującym na najmniejszej limuzynie marki.

Przynajmniej w teorii. Bo choć 517 KM to obiektywnie rzecz biorąc ogromna horda kucy, która już wystarcza spokojnie na zyskanie przydomka najpotężniejszej konstrukcji w klasie, to z przepastnych czeluści V8 o pojemności 6,2 litra bez problemu da się wyciągnąć wiele więcej. Jednostka M156 stała się ulubionym przedmiotem rozwoju wielu tunerów, w tym jednego z najbardziej uznanych specjalistów od Mercedesa – Carlssona.

Nieduży zakład z zagłębia Saary należy do absolutnej światowej czołówki firm, które podjęły się zwiększania mocy Mercedesów. Swoją działalność rozpoczął pod koniec lat 80., a główną postacią uwalniającą wyścigowy potencjał drzemiący w przepastnych limuzynach i mocarnych coupe był człowiek, który o ich wyczynowym traktowaniu wiedział wszystko – Ingvar Carlsson, kierowca rajdowy i wyścigowy, który ścigał się między innymi w WRC, a jego przygoda z Mercedesem obejmowała m.in. słynną rajdówkę 450 SLC oraz samochody turystyczne. Teraz jego misję dopracowywania projektów i łączenia idei marki z wyczynowymi właściwościami kontynuuje Ellen Lohr, wszechstronna zawodniczka, która jako jedyna kobieta wygrała wyścig DTM, a w późniejszym czasie rywalizowała nawet wśród ciężarówek i w Dakarze. Teraz więc powinna umieć dostroić wszystko: od SLS-a do Unimoga.

Od pewnego czasu m.in. za sprawą firmy Carlsson Polska pełna oferta poprawek, której wynikiem jest zastąpienie na grillu gwiazdy koniem, jest dostępna także u nas. Poprzez współpracę firmy z wybranymi dealerami marki na terenie całego kraju, dostęp i utrzymanie samochodu nie odbiegają od posiadania standardowego samochodu. My skorzystaliśmy z gościnności salonu Auto-Studio w Łodzi.

Ale nie wybraliśmy się tam, żeby wyszaleć się zchipowaną A-klasą, ani nawet zachwycać “zwykłym” AMG. Przyjechaliśmy po coś znacznie bardziej szalonego – jedną z najmocniejszych C-klas na świecie i bezapelacyjnie najpotężniejszy egzemplarz z wolnossącym silnikiem. CK63 RSR to unikatowy prototyp niemieckiego tunera, służący jako mobilne laboratorium do sprawdzenia wszystkich rozwiązań, które od przyszłego roku będą dostępne w ofercie dla klientów. My mamy do czynienia jeszcze z przedprodukcyjnym mułem testowym, który tak naprawdę nie ma prawa opuszczać bram tajnych warsztatów gdzieś na niemieckim odludziu. A jednak jakimś cudem jeździmy nim po ulicach Łodzi, zbierając zdezorientowane spojrzenia kierowców Octavii i Passatów i słuchając komentarzy na CB radiu. Lamborghini Reventon w Czeczenii nie robi większego wrażenia, niż ta brutalna C-klasa ujawniająca pełnię swoich możliwości na gładkich, pustych dwupasmówkach, które mam szczęście znać w okolicy.

Choć na pierwszy rzut oka sprawy nie zapowiadają się aż tak egzotycznie. Carlsson to ośrodek technologii, a nie blichtru i taniego szpanu, dlatego skupia się przede wszystkim na zmianach mechanicznych, z których tylko wynikają nowe części widoczne dla zwykłego śmiertelnika. Należy do nich ujmująca maska z ogromnym garbem, zapowiadająca naprawdę wielkie emocje. To dzięki takiemu ukształtowaniu udało się znaleźć więcej miejsca dla ogromnego kolektora dolotowego. To przez to właśnie samochód ten nie może uzyskać normalnej homologacji drogowej, nie spełniając norm bezpieczeństwa przy potrąceniu pieszego. Nam się wydaje, że przy 300 km/h elastyczność maski nie robi pieszemu różnicy, ale Unia Europejska wie lepiej… Tymczasem egzemplarz porusza się na tablicach próbnych. Z zewnątrz zmiany obejmują jeszcze tylko dodatkową karbonową listwę na dole przedniego zderzaka i nowe końcówki układu wydechowego, które notabene nie są do niego podłączone. Carlsson dysponuje szeroką ofertą alufelg – flagowym produktem są rzeczywiście bardzo lekkie, kute 1/10 Ultra Light, w danej chwili egzemplarz poruszał się jednak na trochę cięższych i trzykrotnie tańszych odlewanych 1/5 Revo. Pod nimi wbrew napisom kryje się fabryczny układ hamulcowy Mercedesa – według tunera jest wystarczająco skuteczny nawet tutaj. Rzeczywiście – 360 mm z przodu z sześcioma tłoczkami i 330 mm z tyłu przekładają się na dobre wyczucie pedału i wysoką skuteczność.

W środku zmiany także są nastawione bardziej na rzeczywistą poprawę, a nie upychanie na siłę krzykliwych wstawek, które mają zdobyć prasowe nagłówki. Zamiast deski rozdzielczej ze skóry węża znajdziemy rozległe aplikacje z mającej swoje początki w motorsporcie alcantary i trochę więcej skóry, którą zastosowano między innymi do nowego obszycia koła kierowniczego. Carlsson postawił też na nowe, bardziej sportowe fotele kubełkowe z przodu, które jednak nie utraciły nic z komfortu. Kropkę nad i stanowi szereg wyróżników marki, jak własne progi, dywaniki, czy nawet aluminiowe rygielki drzwi.

Z wyglądu CK63 RSR to mieszanka ogromnej siły z elegancką dyskrecją. Taki Hitman wśród samochodów. Wszystkie skojarzenia ze spokojem kończą się jednak, gdy do życia obudzi się silnik. Nie ma co ukrywać – 6,2-litrowe V8, pierwsza historyczna autorska konstrukcja AMG, to jeden z najbardziej porażających silników dostępnych obecnie (jeszcze) na rynku na świecie. Jednostka, która zasila takie tuzy jak SLS czy dwutonowe limuzyny i coupe, tu została bezceremonialnie wrzucona pod maskę kompaktowego sedana. Pomysł Mercedesa już sam w sobie jest zupełnie szalony, ale dla tunerów to woda na młyn – trzy lata temu rozgorzał w Niemczech prawdziwy Tour de Force, który trwa po dziś dzień. Liderem wśród silników nie skażonych doładowaniem został właśnie Carlsson, który przez ostatnie dwa lata skrupulatnie kompletował układankę kolejnych podzespołów, by w końcu owoc tych starań mógł stanąć przed nami. Przez kolejne miesiące zmieniano wydech, katalizator oraz kolektor. Ostatecznie, właściwie zupełnie od nowa zaprojektowano cały układ dostarczania powietrza z nowymi filtrami i kanałami, a most napędowy przerzucono tu wprost z SLS-a. Efektem jest imponujący wzrost mocy aż o 1/3 w porównaniu z poziomem wyjściowym – 457 KM udało się przeistoczyć w aż 680! Z jednej strony można się było tego spodziewać po jednostce o takiej pojemności, niemniej jest to bezapelacyjnie najlepszy wynik, jaki udało się osiągnąć tunerom. Istnieje jeszcze na świecie parę C-klas, które legitymują się większą mocą, ale osiągnęły je z pomocą turbosprężarek, a przewaga nad tym egzemplarzem sięga co najwyżej 10%. Dowodzi to więc sporych kompetencji Carlssona w rozumieniu jednostek Mercedesa. I jeszcze większego polotu. Schowane pod maską dzieło pokryto jaskrawo niebieską farbą, podwyższenie ogranicznika prędkości z 250 do 315 km/h było przy tym już czystą formalnością.

Zapewne czytacie ten tekst z nastawieniem, że cały czar pryśnie, kiedy podam cenę. Ale wcale nie – ja ofertę Carlssona uznałbym wręcz za okazję! Spójrzcie na to z tej strony – słabsze C63 AMG Black Series w salonie kosztuje 73.000 euro. Tymczasem właściwie nieużywane egzemplarze (wyprodukowane w zeszłym roku, z przebiegiem kilkunastu tysięcy kilometrów) można dostać już za mniej niż 200.000 zł. Ceny konwersji Carlssona zaczynają się od 18.500 zł (za co dostajemy 50 KM), przez kolejne programy dochodząc do najmocniejszej oferty dostępnej dla klientów – 636 KM za około 80.000 zł. Wystarczy na 3,6 s do 100 km/h i 752 Nm.

Wreszcie czas zobaczyć, jak taka maszyna funkcjonuje. Nie mogę się doczekać tego momentu nie tylko ze względu na same liczby, ale i zderzenia ich z taką konstrukcją – zupełnie nie potrafię wyobrazić sobie efektu. Jeździłem nawet mocniejszymi samochodami, ale zawsze były to opływowe, egzotyczne superauta, a nie niemiecka limuzyna z wygodną tylną kanapą i normalnym bagażnikiem. Wszystkie wątpliwości zostają rozwiane z wdepnięciem gazu do dechy na pierwszym pustym kawałku drogi. Ooooo, ok… Najprościej mówiąc, to pocisk balistyczny. Oszalała, druzgocąca, nieokiełznana rakieta. Lepiej niż w rejonie od 0 do 100 km/h, czuje się w przedziale od 100 do 200 km/h, a zupełnie jak w domu dopiero na kolejnym poziomie. Przy mniejszych prędkościach ta moc się po prostu tłumi – bezlitośnie mieli kołami, rwie pancerną mechaniką, wyrywa się na boki, chce gdzieś dać upust ogromowi swojej mocy. W normalnym opanowaniu samochodu ESP wydaje się wręcz nieodzowne – po jego wyłączeniu moment obrotowy przekraczający 800 Nm robi z mrocznej limuzyny rasowego muscle cara, który w akompaniamencie wściekle bulgoczącej V-ósemki zamiata bokami, ostatecznie znikając za nieprzenikalną ścianą dymu. Stosunkowo wąskie opony o szerokości 265 mm z tyłu zużywają się mniej więcej tak samo szybko jak paliwo. Czyli cholernie szybko, bo już w standardowym C 63 AMG spalanie w cyklu mieszanym potrafi dojść do 20 l/100 km. Niby w spokojnej trasie Carlssonem da się zejść do ludzkich wyników, ale szykujcie się na częste wizyty na stacjach. W końcu bak ma 66 litrów…

Ale z drugiej strony, C-klasa Carlssona potrafi być normalnym, codziennym środkiem transportu. To doskonały przykład samochodowego rozdwojenia jaźni w stylu dra Jekylla/Mr Hyde’a, gdzie magicznym eliksirem nie jest żaden przycisk ani regulowanie ustawień, ale prosty ruch nogą na pedale operującym przepustnicą. Zawieszenie jest stosunkowo komfortowe, a prześwit nie eliminuje kierowcy z gry na pierwszym podjeździe. Zachowano wszystkie wygody fabrycznego Mercedesa – mamy normalną klimatyzację, gładko pracującą automatyczną skrzynię biegów z trzema trybami pracy, komfortowe wspomaganie kierownicy, dwustopniowo wyłączane ESP. Podczas spokojnej podróży wydech potrafi być kulturalnie cichy, choć jeśli zdecydujemy się nadać jeździe choć trochę dramatyzmu, to usłyszą inni użytkownicy dróg w promieniu kilku skrzyżowań. Swoją drogą, naprawdę mało jest rzeczy tak majestatycznych jak silnik o tak ogromnej pojemności, który z taką chęcią wchodzi na tak wysokie obroty i dopiero przy nich oddycha pełną piersią. Czerwone pole zaczyna się dopiero powyżej 7000 obr./min – możecie sobie wyobrazić, jak brzmi tak głęboko tuningowane V8 takiej pojemności na takich obrotach.

Te obroty są wręcz potrzebne, bowiem jak przystało na przepastną wolnossącą jednostkę prawdziwa siła dostarczana jest dość późno – moc rośnie liniowo, ale jej szczyt przypada dopiero w okolicach 7000 obr./min. Jest to szczególnie zabawne w przypadku kontrolowanych poślizgów, gdzie początkowe trudności z zerwaniem przyczepności w mig przeistaczają się w walkę o jakiekolwiek zapanowanie nad sytuacją. Co ja mówię, to nie jest po prostu zrywanie przyczepności – to jest walka z Ziemią o kierunek jej ruchu obrotowego. Ale widać, że drań lubi to robić – już standardowy model jest nastawiony na nadsterowność, tutaj więc próżno szukać czegokolwiek innego. Spójrzmy prawdzie w oczy – to nie jest w żadnej samochód sportowy. Próżno tu upatrywać następcy 190 Evo. Układ kierowniczy nie ma precyzji Porsche czy nawet BMW. Konstrukcja C-klasy nie potrafi zapanować nad taką mocą, a bujające stabilizatory nie wprawiają w nastrój walki o setne sekundy na każdym zakręcie. Choć automatyczna skrzynia biegów 7G-Tronic ma doświadczenie w panowaniu nad takimi potworami, tutaj jej oprogramowanie potrafi się zgubić w obliczu takiego przyrostu mocy. Standardowy C 63 AMG to pomimo ogromnego silnika samochód zaskakująco dobrze skomponowany. Ogromny, ciężki silnik świetnie współgra w nim z zawieszeniem, skrzynią, całą resztą. Jest to atleta na poziomie BMW M3.

W Carlssonie ta równowaga została bezceremonialnie zaburzona. Znana przypadłość AMG, że silnik absolutnie przyćmiewa całą resztę, tu została wprowadzona na jakiś kosmiczny poziom. O zachowanie proporcji w jakimś stopniu walczą poboczne poprawki, ale nie da się ukryć, że są tylko przygrywką dla majestatu tej jednostki. Ale wiecie co? I bardzo dobrze, że tak się stało. Jest już dość na rynku przewidywalnych, inżynieryjnych konstrukcji, w poprawności wielkich koncernów zaprojektowanych odtąd dotąd. Niemieccy tunerzy przez cały czas mają swoją szansę. Jest nią tworzenie ulicznych terrorystów. Po treningach kulturystyki. I chorych na koprolalię.

Dane techniczne:

Carlsson CK63 RSR
Czym napędzany?
benzynowy, 6.2 V8, 680 KM, 800 Nm
Jak duży?
4,73 x 1,80 x 1,44 m, 1730 kg
Jak szybki?
> 3,6 s, 315+ km/h
Jak bardzo spragniony?
bez własnej stacji benzynowej ani rusz…
Jak drogi?
80.000 zł za 636 KM
Spróbuj także…
Brabus Bullit, G-Power M3 Tornado

 

Galeria zdjęć

Kategoria: Carlsson, Mercedes

Data dodania: 26.11.2011

Autor: Mateusz Żuchowski

Zdjęcia: Konrad Skura

Podziel się

Podyskutuj o tym na naszym forum

&description=Carlsson CK63 RSR" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club