Porównanie, Video-test: BMW 1 M Coupe vs M235i Coupe

Powrót BMW 1 M Coupe vs M235i Coupe

Pomarańczowego miało w ogóle nie być na świecie, a niebieskiego z kolei możemy uznać co najwyżej za bękarta. Obydwa jednak prężą muskuły by pokazać na co naprawdę je stać.

Pięć lat temu miałem okazję jeździć BMW 135i Coupe. Początkowo wszystko zapowiadało się idealnie: sześciocylindrowa rzędowa szóstka, w dodatku wspomagana przez parę turbosprężarek, generowała ponad 300 KM przerzucane na tylne koła. A wszystko to zamknięte w zwartym, dwudrzwiowym nadwoziu. W praktyce jednak samochód ten był jedną wielką katastrofą. Podwozie w ogóle nie nadążało za niutonometrowym tsunami wypluwanym przez silnik przy każdym mocniejszym wduszeniu pedału gazu. Otwarty tylny dyferencjał w połączeniu z krótkim rozstawem osi powodował, że tył auta zawsze żył własnym życiem niezależnie od tego jak bym się nie napocił, aby go okiełznać. To auto naprawdę chciało mnie zabić.

Nic więc dziwnego, że do 1 M Coupe podchodziłem z rezerwą. To auto potrzebowało tak naprawdę wszystkiego, poza większą mocą. Ją rzecz jasna otrzymało – z pojemności 2979 ccm wykrzesano dodatkowe 34 KM i nawet 100 Nm. Jak się jednak okazało, jazda 1 M w żadnym wypadku nie przypominała tej ze 135i E82.

Wszystkie elementy które w 135i zawodziły, zostały zastąpione nowymi, w dodatku pożyczonymi od M3 E92. To od niej przejęte zostało nie tylko praktycznie całe zawieszenie i układ hamulcowy, ale przede wszystkim elektronicznie sterowana mechaniczna szpera na tylnej osi. Aby wszystko to zmieścić i przy okazji poprawić też stabilność znacznie poszerzono rozstaw kół – muskularne błotniki tworzące wizerunek krępego koksiarza mają tutaj konkretne zastosowanie.

Efekty dostrojenia tego wszystkiego w nadwoziu serii 1 są naprawdę porażające. 1 M prowadzi się jeszcze brutalniej, ale jednocześnie bardziej przewidywalnie. To już nie zamachowiec-samobójca, który siłą swoich niutonometrów chce rozsadzić wszystko dookoła. To raczej samochodowa inkarnacja Rambo mająca w swoich działaniach konkretny plan i metodę.

1 M Coupe w żadnym wypadku nie zatraciło swojego instynktu nadsterowności. Odpowiednio wcześniej daje nam jednak informację o tym, co się zaraz stanie, abyśmy mogli zadecydować co dalej: czy chcemy zdusić te zapędy w imię efektywności, czy dać się ponieść fantazji w efektownym, ale rozsądnie kontrolowalnym pociągnięciu bokiem. Której opcji byśmy nie wybrali jest ona jak najbardziej możliwa do zrealizowania i w granicach rozsądku przewidywalna, czego w żadnym wypadku nie można być powiedzieć o 135i E82.

Z kolei kompetencji M235i Coupe byłem pewien od samego początku, mając w pamięci świetne doświadczenia z jego krewniakiem – M135i. Od coupe, nawet podświadomie, wymaga się jednak zawsze czegoś więcej niż od popularnego hatchbacka, więc inżynierów BMW czekało naprawdę niełatwe zadanie, aby zaspokoić rozbudzone apetyty. Udało się je osiągnąć głównie w kwestii zbalansowania całości konstrukcji. M235i ma w porównaniu z hatchbackiem obniżony środek ciężkości, siedzi się także ciut niżej mimo tych samych rewelacyjnych foteli. Pogrzebano też trochę w zawieszeniu – Coupe odrobinę mniej pochyla się w zakrętach, mimo że bardzo podobnie wybiera nierówności.

W ogólnym rozrachunku przewidywalności, M235i Coupe postawić można w tym samym szeregu co 1 M Coupe. Nowy model realizuje to jednak w trochę inny sposób. Nie jest on pełnoprawną “emką”, więc zamiast mechaniczną szperą na tylnej osi, pomagać sobie musi jej w pełni elektronicznym odpowiednikiem. Ten nie zawsze reaguje dokładnie tak jak byśmy tego chcieli i wymaga od nas porzucenia części nawyków nabranych przy obcowaniu z autami bazującymi na czystej mechanice. M235i nadrabia jednak sporo w kwestiach zbalansowania całości konstrukcji. Jest mniej nerwowe i brutalne, potrafi zrobić praktycznie wszystko to co 1 M, ale bardziej płynnie i grzecznie.

I takie jest właśnie całe M235i – kompetentne i opanowane, stoi w pewnej opozycji do bardziej narowistego i bezkompromisowego 1 M. Starszy model jest autem bardziej surowym, można by zaryzykować stwierdzenie, że nawet bardziej od M3 E92. Nie można było zaopatrzyć go ani w skrzynię automatyczną, ani w aktywne zawieszenie. Lista opcji była dość krótka, nawet paletę lakierów nadwozia ograniczono do trzech. Smaczku dodaje też fakt, że produkowane było jedynie przez półtora roku, do połowy 2012 roku, i powstało w liczbie zaledwie 6309 sztuk, z czego auta jeżdżące po Polsce można policzyć na palcach obu dłoni. Nie powinien więc dziwić fakt, że za dobrze utrzymany egzemplarz trzeba zapłacić minimum 200 tysięcy złotych – tyle samo co za M3 E92 z podobnego rocznika albo nowe M235i Coupe.

W obliczu tego M235i uznać należy za prawdziwą masówkę. Nie tylko można wybierać między skrzyniami biegów (manual o 6 przełożeniach lub 8-stopniowy automat) czy rodzajami napędów (na tył lub na obie osie xDrive), ale także i nadwoziami – oprócz testowanego Coupe oferowany jest również kabriolet. Gdyby tego było mało, M235i nie różni się prawie w ogóle od każdej innej serii 2 (na przykład wysokoprężnej 218d o porażającej mocy 143 KM) zaopatrzonej w pakiet sportowy M. Brak świateł przeciwmgielnych w przednim zderzaku, dedykowany wzór 18-calowych felg oraz dwie pojedyncze końcówki układu wydechowego to tak naprawdę jedyne wyróżniki najmocniejszej “dwójki”.

Seria 2, a więc tym samym i M235i, jest jednak na tyle dobrym projektem, że w każdej wersji będzie w odpowiednim stopniu cieszyć oko. Jest zgrabna i nowoczesna, a z pakietem sportowym M w odpowiednim stopniu elegancka i rasowa, tworząc bardzo spójny obraz niewielkiego, sportowego coupe. Postawcie jednak M235i tuż obok 1 M Coupe i nagle cały czas pryska. Mimo, że obydwa auta mają praktycznie identyczny potencjał, to “dwójka” wygląda jak anemiczny krewniak. Nagle okazuje się zbyt skromna i delikatna.

Wina tej sytuacji leży jednak tak naprawdę po stronie 1 M, które jest wręcz przerysowane i wulgarne. Będąc o ponad 23 cm krótsze od M3 Coupe, ma identyczną jak ono szerokość, z bardzo mocno zaakcentowanymi nadkolami szczelnie wypełnionymi przez potężne 19-calowe koła. Tak, to prawdziwy samochodowy Pit Bull.

Aparycja 1 M Coupe jest świetnym odzwierciedleniem jego charakteru i możliwości. Nie krzyczy wniebogłosy niczym M3 E92 czy E46, które wspinając się coraz wyżej obrotami odkrywały kolejne pokłady niutonometrów i koni mechanicznych. 1 M po prostu rwie jak dzikie do przodu, nieważne przy jakich obrotach i na jakim biegu. Co z tego, że swoją maksymalną moc rozwija niżej niż V10-tka M5 E60 miała położony swój maksymalny moment obrotowy? Ma przecież nawet pół tysiąca niutonometrów, dostępnych nieprzerwanie, równo i płasko przez trzy tysiące obrotów, gotowych żeby w każdej chwili zwinąć asfalt.

M235i też nie ma się czego na tym polu wstydzić. Napędza je w praktyce to samo serce, słabsze co prawda o 14 koni mechanicznych, ale za to sprzężone ze świetnym, 8-biegowym automatem, który potrafi nadrobić te braki z nawiązką. W przeciwieństwie do 1 M, którego silnik ma dwie turbosprężarki, M235i wspomaga się jedną turbiną, za to dwukanałową. W “dwójce” nie czuć więc tego zawahania na ułamek sekundy, kiedy to w 1 M mniejsza turbosprężarka przekazuje pałeczkę tej większej. Za to “jedynka” jest bardziej żywotna i energiczna pod koniec obrotów.

Gdy 1 M Coupe debiutowało w 2011 roku, mało kto był świadom tego jak ważnym jest ono modelem. Zrodzone trochę z przypadku – BMW początkowo nie planowało modelu M na bazie serii 1 pierwszej generacji – było istotnym drogowskazem na drodze rozwoju nie tylko najbardziej rasowych modeli, ale i całej marki. To ono tak naprawdę zaczęło erę turbodoładowanych M (SUV-y X5 M i X6 M celowo pomijam) i to ewolucja jego silnika napędza w tym momencie najbardziej kultowy model tej rodziny: M3. Gdyby cztery lata temu ktoś powiedział, że tak będzie, zapewne byście go wyśmiali. Ja również.

1 M Coupe jest więc autem naprawdę wyjątkowym. Jest też żywym przykładem geniuszu inżynierów komórki M, potrafiących z auta nieszczególnego stworzyć prawdziwą perełkę. I, pomimo silnika o kompletnie odmiennej niż wcześniej koncepcji, tchnąć w całość charakter najznakomitszych przodków: M3 E30 i E46.

M235i z kolei po prostu nie mogło być tak charakterne co 1 M. Jest ono modelem M Performance, a więc “emką” półkrwi, celowo przytłumioną, aby nie zagrażać rodzinnej elicie. Jest ono jednak niesamowicie kompetentne i szybkie, dające więcej frajdy niż moglibyśmy je o to podejrzewać. Do pary z M135i jest jednym z najlepszych modeli w aktualnej gamie BMW, nawet wliczając w to pełnoprawne M.

Dane techniczne:

BMW 1 M Coupe
BMW M235i Coupe
Czym napędzany?
benzynowy, 2x turbo, 3.0 R6
340 KM, 450 / 500 Nm
benzynowy, turbo, 3.0 R6,
326 KM, 450 Nm
Jak duży?
4.38 × 1.80 × 1.42 m, 1570 kg
4.43 x 1.77 x 1.42 m, 1545 kg
Jak szybki?
4.9 s, 250 km/h
4.8 s, 250 km/h
Jak bardzo
spragniony?
trochę bardziej
trochę mniej
Jak drogi?
około 200 000 zł
od 206 900 zł
Spróbuj także…
Nissan 370Z Nismo, Porsche Cayman S, Audi TT RS

 

Galeria zdjęć

Kategoria: BMW

Data dodania: 12.01.2015

Autor: Jakub Krępa

Zdjęcia: Mateusz Szostek VIBE NO HYPE

Podziel się

Podyskutuj o tym na naszym forum

&description=BMW 1 M Coupe vs M235i Coupe" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club