Pierwszy kontakt z MINI Coupe

Powrót Pierwszy kontakt z MINI Coupe

Kategoria: MINI

Data dodania: 22.10.2011

Autor: Mateusz Żuchowski

Ambicje Mini są dokładnie odwrotnie proporcjonalne do nazwy marki: debiutujące Coupe jest kolejnym krokiem w szalonej ofensywie. Już wkrótce w ofercie podopiecznego BMW znajdzie się więcej modeli, niż oni sami sprzedawali w latach 90.

Od momentu tchnienia nowego życia w brytyjską legendę nowy właściciel wykazał się taką kreatywnością, o jakiej nie marzył nawet chyba żaden fan marki. Niemcom udało się zrobić to, do czego Mini miało potencjał już od tak dawna: przekuć jeden model w cały sposób na życie. Teraz samochód tej marki już nawet nie musi być mały, o czym najlepiej świadczy dorastający z właścicielem Countryman, grunt pod którego przygotował starannie Clubman.

Ale jeśli ktoś naiwnie podejrzewał, że zarządzający marką na tym poprzestaną, grubo się mylili: przez najbliższe siedem lat wprowadzą dziesięć nowych modeli. Część z nich to następcy obecnie produkowanych, ale niektóre zaprowadzą Mini w rejony, w które marka się jeszcze nie zapuszczała, a jak najbardziej do nich pasuje. I to właśnie takim miejscem zdaje się być najbardziej segment kompaktowych, modnych coupe. Właściciele odstawionych Cooper Worksów od dawna już musieli marzyć o czymś o bardziej dynamicznym w kształcie i niebanalnym stylu. I czymś bardziej męskim – spójrzmy prawdzie w oczy: Mini, podobnie jak Fiat 500, jest predestynowany dla dziewcząt. Teraz czas na coś zdecydowanie bardziej męskiego.

W przypadku tak zorientowanej na lifestyle marki coupe zdaje się być naturalnym uzupełnieniem, i niewątpliwie pomysł ten kotłował się w głowach zarządu już od dawna. Projekt został pokazany po raz pierwszy w 2009 roku i od tamtego czasu właściwie się nie zmienił. Trzeba przyznać, że zaadaptowanie opadającego tyłu do charakterystycznej sylwetki musiało być trudnym zadaniem, bowiem styliści wyszli z niego… raczej słabo. Projekt nie ma w sobie nic z tradycyjnego piękna i elegancji, z jakimi kojarzymy coupe. Jest za to taka chłopięca zawadiackość, najlepiej prezentowana podczas awanturniczego pokonywania ciasnych zakrętów i slalomu pomiędzy wolniejszymi użytkownikami drogi. Małe przeszklenie komplikuje estetykę boku, także w rzutach 3/4 z tyłem. Pochyła linia tylnej szyby w połączeniu z wystającym kuperkiem optycznie wysuwa koła dalej w narożniki. Trójbryłowym kształtem Coupe przypomina trochę zapomnianą brytyjską konstrukcję wspartą na oryginalnym Mini, znaną jako Wolseley Hornet i Riley Elf. W opozycji do dostrzegalnych tylko przez garstkę maniaków historii odniesień, dobrze widoczną dla wszystkich czystą przyszłość stanowi elektrycznie unoszony spojler, aktywujący się przy prędkości 80 km/h. To jeden z tych elementów, którymi autko chce pokazać, że nie jest naiwną zabawką, tylko mamy je traktować poważnie. Dominującym detalem stylistycznym jest zupełnie nowy dach, przypominający czapkę z daszkiem założoną do tyłu, dla którego BMW wybrało o wiele bardziej romantyczne określenie Helmdach. Do dolnej linii okien to tak naprawdę dokładnie ta sama konstrukcja co dobrze znany już hatchback – zachowano dokładnie te same wymiary i rozstawy, za sprawą fikuśnego tupeciku zmniejszyła się tylko wysokość (o trzy centymetry).

Zdawać by się mogło, że miejsca w środku będzie więc dramatycznie mało. Złośliwi mogliby powiedzieć że to mniej praktyczna wersja już i tak mało praktycznego samochodu, ale konstruktorzy poszli na mądry kompromis – pozbyli się tylnej kanapy, która ze względu na niski dach i tak nie miałaby jak być wykorzystana, ograniczając miejsca siedzące do dwóch sztuk. Pozwoliło to na zwiększenie przestrzeni dla tych dwóch osób oraz powiększenie bagażnika to bardzo dużych jak na tę konstrukcję rozmiarów – ma 280 litrów, czyli nawet 20 więcej od pozornie pragmatycznego Clubmana. Poważny minus stanowi natomiast widoczność – wzornictwo ewidentnie wzięło tu górę i tym sposobem do tyłu nie widać praktycznie nic, a i martwe pole za słupkami B jest dramatycznie duże. Poza tym, to już Mini, jakie znamy – ten sam kokpit, te same materiały, te same opcje wyposażenia. Coupe rozpieści swoich właścicieli tylko pod względem nowych wzorów na tworzywach sztucznych oraz standardowym już od podstawowej wersji przyciskiem Sport, który wyostrza reakcje przepustnicy i układu kierowniczego (dostępny w określonych wariantach innych modeli).

Producent bardzo starał się, aby w przekazie model ten był postrzegany właśnie jako ewidentnie skierowany na ostrą jazdę. Jako że i hatchback już się świetnie prowadzi, to z pomocą kilku drobnych zabiegów jazda tym diabełkiem zapowiada się naprawdę świetnie. Choć na Clio RS to jeszcze chyba za mało: o większą sztywność nadwozia mają zadbać dodatkowe wzmocnienia po bokach, a nowy dach obniżył odrobinę środek ciężkości. Zawieszenie jest co do konstrukcji to samo (MacPhersony z przodu, wielowahaczowe z tyłu), tak samo jak elektryczny układ wspomagania, ale wedle zapewnień materiałów prasowych wydatnie zmieniono ich charakterystykę, odróżniając naturę nowego modelu od dobrze znanego już nam hatchbkacka.

Miałem okazję pokonać parę okrążeń nowym Mini na torze, ale… był to tylko halowy tor kartingowy, na którym rzadko wchodziła choćby dwójka. To, czego można się było spodziewać, to świetna zwrotność nadal niewielkiego autka, to, co rozczarowało to bardzo mocne i sztuczne wspomaganie, to, co dla równowagi pozytywnie zaskoczyło to świetnie mruczący 1,6 litrowy motor, dobrze znana konstrukcja dzielona z koncernem PSA.

Jak moglibyście się już do tej pory domyśleć, skład silników także pozostaje niezmieniony w stosunku do hatchbacka, choć drabinka zaczyna się od Coopera. Księgowi nie mogli przepuścić takiej okazji, aby cenę ustawić sporo wyżej od hatchbacka, choć nadal porównywalne kabrio kosztuje kilkaset złotych więcej. Cennik otwiera 122-konny Cooper za 86.700 zł, Cooper S z tym samym silnikiem legitymuje się mocą 183 KM i ceną wynoszącą już 106.700 zł. Od samego startu dostępny jest także John Cooper Works, który za 211 KM żąda 131.900 zł. Diesle reprezentuje wyłącznie niedawno wprowadzony, duży jak na to auto dwulitrowy silnik o mocy 143 KM. Cenę 110.700 zł ma równoważyć niskie spalanie – średnio na poziomie 4,3 l/100 km. Wszystkie motory połączone są ze znanym sześciobiegowym manualem, który opcjonalnie można zmienić na równie sprawdzony sześciobiegowy automat (niedostępny dla Worksa). Przyśpieszenie do setki zawiera się w przedziale od 9 do 6,5 sekundy do 100 km/h, a prędkość maksymalna od 204 km/h do aż 238 km/h. Średnie spalanie benzyniaków też wygląda obiecująco: waha się na poziomie od 4,6 do 5,8 l/100 km, choć dane naukowców z Monachium bywają mocno optymistyczne. Za tak dobre wyniki podziękujcie opływowemu dachowi ze zintegrowanym spojlerem.

Niemniej, cennik wydaje się dość nieprzyjazny jak za samochód tego typu, ale pomijając rozmyślania nad wartością dóbr luksusowych, obiektywnie trzeba przyznać, że zapewnione jest niezłe wyposażenie: czujniki parkowania, klimatyzacja, trójramienna skórzana kierownica. Słabo na tym tle wypada tylko Cooper, który pozbawiony jest wielu zabawek, a nawet musi zadowolić się tylko piętnastocalowymi felgami. Ale podobnie jak nigdy nie wchodzisz do cukierni i kupujesz tylko jednego ptysia, tak samo zbyt dużą traumą byłby zakup Mini bez kilku z armii dodatków upiększających i indywidualizujących. Pod tym względem największym powodzeniem cieszyć się będą zapewne prowadzone przez całe nadwozie dwa pasy, które jak na warunki katalogu dodatków marki powiązanej z BMW kosztują całkiem ludzkie pieniądze: 775 zł.

Jeśli Coupe nie przypadło Wam do końca do gustu, nie martwcie się – przed nami jeszcze tyle modeli! Teraz w następnej kolejności zobaczymy otwartą odmianę tego modelu, czyli dwuosobowego Roadstera. W 2013 powstanie coś podobnego bazującego na Countrymanie, czyli mini-BMW X6, zapowiadany przez concept car Paceman. Będzie to już ostatni model bazujący na istniejącej do tej pory konstrukcji, bo już w 2013 światu ukaże się Mini trzeciej generacji (dostępne w wersji zarówno trzydrzwiowej, jak i pięciodrzwiowej), bazujące na zupełnie nowej architekturze UKL1, dzielonej z miejskimi BMW serii i oraz tymi tradycyjnymi z jedynką w nazwie. Wkrótce po nich nastąpią nowe wersje znanych już modeli oraz kolejne adaptacje pomysłu na idee marki: w 2016 zaprezentowany zostanie Traveller, pięciodrzwiowy minivan zapatrujący się na hipisowskiego Volkswagena ogórka. Jakby z góry przewidując posądzenia o rozmywanie image’u marki, w tym samym czasie pokazany zostanie wreszcie prawdziwy Mini, czyli radykalnie małe, miejskie toczydełko, będące duchowym następca oryginalnego bestsellera. Tradycje zobowiązują do walki o pozycję lidera miejskiej mobilności, dlatego wkrótce możemy spodziewać się także skutera Mini, napędzanego najprawdopodobniej silnikiem elektrycznym.

Jeśli już teraz zadajemy sobie pytanie ile Mini w Mini, to co będzie za parę lat? Odpowiedź jest brutalnie prosta – świetne wyniki sprzedażowe. Klienci brytyjskiej ikony zdają się nie zaprzątać sobie głowy takimi sentymentami. Albo takimi rozterkami, czy Coupe to samochód sportowy. Bo tak naprawdę nim nie jest, ale tak samo nie jest nim Peugeot RCZ, a nie czyni to go ani trochę mniej pożądanym.

Podziel się

Podyskutuj o tym na naszym forum

&description=Pierwszy kontakt z MINI Coupe" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Galeria zdjęć

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club