Mocniej, szybciej, więcej: dekada uber-SUVów

Powrót Mocniej, szybciej, więcej: dekada uber-SUVów

Data dodania: 29.12.2010

Autor: Jakub Krępa

555-konne BMW X6 M to obecnie najmocniejszy i najszybszy seryjnie produkowany SUV świata. Prześledźmy, gdzie leżą korzenie jego i jemu podobnych projektów.

Jak nietrudno się domyśleć, pierwsi na pomysł wsadzenia dużego silnika do SUV-a wpadli ojcowie tego segmentu, a więc Amerykanie, i to pewnie nie później niż 5 minut po stworzeniu pierwszego pojazdu sportowo-użytkowego. Problem jednak w tym, że za oceanem v-ósemki o pojemności godnej świątecznego sześciopaka Coca-Coli są na porządku dziennym, a w dodatku rozwijane przez nie moce nie należą do szczególnie wybitnych. Mimo, że jako pierwsi z naprawdę mocarną terenówką wyszli Włosi (już w 1986 roku Lamborghini LM002 miało 450-konne V12 od Countacha), to jednak to niemieccy inżynierowie do perfekcji opanowali kreowanie zbyt mocnych i zbyt szybkich SUV-ów. Trudno się temu dziwić – która inna nacja może pochwalić się autostradami bez ograniczeń prędkości?

Jako pierwszy swoje pomysły zaczął ucieleśniać Mercedes i to za pomocą niczego innego, jak klasy G. Już na początku lat dziewięćdziesiątych w Stuttgarcie zaczęto na serio myśleć nad stworzeniem szybkiej “Gelandy”, a ciężar rozwoju takiego modelu zrzucono oczywiście na barki AMG. Z podstawowymi wadami klasy G – zarówno aerodynamiką jak i masą własną godnymi kaplicy Notre-Dame – rozprawiono się w typowo niemiecki sposób: większym i mocniejszym silnikiem. Tak powstało zaprezentowane w 1993 roku, 331-konne 500 GE 6.0 AMG, za którym podążało pokazane rok później G 36 AMG z bardziej przyziemnym, i jak czas pokazał – preferowanym przez klientów R6 pod maską. W tym samym czasie we Francji, firma Mega obrała zupełnie odwrotną drogę rozwoju takiego auta. Zamiast wielką, ciężką i niezdarną terenówkę uczyć szalonych sprintów i prześlizgiwania się między zakrętami, postanowiono auto sportowe zaopatrzyć w atrybuty potrzebne do poruszania się także i poza równiutkim jak stół bilardowy asfaltem. Tak powstał model Track, który ze swoim podwyższonym prześwitem, mamucimi oponami oraz 6-litrowym V12 od Mercedesa miał siać postrach na wszystkich możliwych nawierzchniach. Ambitne plany firmy miały jednak bardzo mocne zderzenie z rzeczywistością – powstało jedynie 5 sztuk tego wizjonerskiego samochodu, który możemy uznać za mentora testowanego przez nas BMW X6 M.

Nie zważając na niepowodzenia Francuzów w Stuttgarcie dalej mocno rozwijano koncepcję usportowionej klasy G, czego ukoronowaniem było pokazane w 1999 roku G 55 AMG, wyposażone w 5.4-litrowe V8 o mocy 354 KM. Rok później dołączył do niej ML z tym samym silnikiem i Mercedes mógł czuć się królem autobahnów. Bo któż nie ustąpiłby lewego pasa widząc w lusterku wstecznym zbliżającą się z zawrotną prędkością, 2-tonową cegłę z wielką gwiazdą na grillu? Chyba tylko panowie z Monachium.

Jeszcze w tym samym roku konkurencja spod znaku biało-niebieskiej szachownicy pokazała swoją wizję super-SUVa. W Monachium postanowiono jednak niczym się nie ograniczać i pod maskę X5 wciśnięto 6.1-litrowe V12 wyjęte chwilę wcześniej z bolidu BMW V12 LMR startującego w Le Mans. Nazwane niebyt ambitnie, albo bardzo poważnie i bardzo niemiecko “X5 LM” auto co prawda powstało tylko w jednym egzemplarzu, ale nie przeszkodziło mu to wykręcić rekordowego dla SUV-ów czasu okrążenia na Nurburgringu i pokazać też, jak daleko sięgają ambicje jego twórców. Na kolejne bardzo szybkie, i co jeszcze ważniejsze – seryjne – X5 przyszło nam jednak czekać dwa lata. W 2002 roku pokazano bowiem X5 4.6is – pierwszego SUV-a, w którym palce maczał legendarny w Monachium i nie tylko tam oddział M GmbH. Panowie z komórki do zadań specjalnych w koncernie BMW woleli chyba pozostać anonimowi, bo o ich zasługach przy tworzeniu silnika oraz dostrajaniu zawieszenia i układu kierowniczego mówiło się raczej szeptem. Dopiero w zeszłym roku odważyli ujawnić się, prezentując pierwsze SUV-y z magiczną literką M na klapie: X5 M i X6 M.

Zdecydowanie więcej odwagi (a jak twierdzą liczni: nawet za dużo) miało Porsche, kiedy zdecydowało się zaatakować segment SUV-ów. Cayenne, jak na twór producenta aut sportowych przystało, w momencie debiutu nie miało silnika o liczbie cylindrów mniejszej niż 8, a mocy niższej niż 340 KM. Nas jednak od bazowej wówczas wersji S zdecydowanie bardziej interesuje model Turbo z podwójnie turbodoładowanym wariantem silnika 4.5 rozwijającym 450 KM mocy. Od tego momentu nic w tym segmencie nie było już takie samo i uwielbiany przez niemieckich inżynierów wyścig mocy zaraził także SUV-y. Porsche po stworzeniu prawdziwego benchmarka w swojej klasie mogło ze spokojem czekać na odpowiedzi konkurentów. Ale nie zrobiło tego i ciągle podnosiło wyżej poprzeczkę, przygotowując najpierw opcjonalny pakiet wzmacniający silnik do 500 KM, a później prezentując 521-konne Turbo S, które po zaprzestaniu produkcji Carrery GT było przez pewien czas najmocniejszym Porsche dostępnym na rynku.

Nieśmiałe próby dorównania SUV-owi od Porsche poczynił Volkswagen. W 2005 roku przygotowano krótką, bo liczącą 500 egzemplarzy serię technologicznego brata bliźniaka Cayenne – Touarega, wyposażonego w 450-konny silnik 6.0 W12 pożyczony z flagowej wersji Phaetona. Naprawdę mocna odpowiedź przyszła jednak ze Stuttgartu.

Najpierw wypuszczono króciutką serię klasy G wyposażonej w 444-konne V12 o pojemności 6.3 litra (G 63 AMG), a później zaadaptowano do G 55 AMG nową wersję silnika 5.4 dopingowaną do pracy kompresorem, dzięki czemu jego moc wzrosła do 476 KM. Ostatnim elementem ofensywy było zaprezentowanie w 2006 roku ML 63 AMG na bazie drugiej generacji auta z zupełnie nowym, wolnossącym V8 6.2 o mocy 510 KM. W Zuffenhausen oczywiście nie próżnowano i w tym samym roku na ulice wyjechało odświeżone Cayenne, którego wersja Turbo nominalnie rozwijała okrągłe 500 KM, a dwa lata później model Turbo S podbił tą poprzeczkę do 550 KM. Dopiero w zeszłym roku stracił on miano najmocniejszego seryjnie produkowanego SUV-a świata na rzecz bliźniaków z piekła rodem (a konkretnie z Monachium): BMW X5 M i X6 M, którzy pobili go o całe… 5 KM.

Własną drogę do stworzenia ultramocarnego SUV-a obrało Audi, adaptując do Q7 jednostkę z wyczynowego R10 TDI. Tak powstało 500-konne Q7 V12 TDI – jedyny super-SUV w tym towarzystwie napędzany olejem napędowym. Ale przyszłość bez dwóch zdań należy jednak do benzyny. W Zuffenhausen z pewnością już pracują nad nowym Cayenne Turbo S, a w przyszłym roku ma zostać zaprezentowana kolejna generacja Mercedesa ML. Jego wersja AMG na pewno dostanie nowe 5.5 litrowe V8 biturbo, które z opcjonalnym AMG Performance Package rozwija nawet 571 KM.

Za mało, za wolno, zbyt pospolicie? Zawsze można zdecydować się na ofertę jakiegoś tunera, wśród których prym wiodą oczywiście niemieckie zakłady. Brabus albo G-Power do perfekcji opanował podkręcanie silników Mercedesów i BMW do niebotycznych wartości. Ci pierwsi malują wszystko na czarno i nie schodzą poniżej 700 KM, a ci drudzy katapultują 900-konne X6 do ponad 330 km/h. Wydawać by się mogło, że trudno wymyślić w tym segmencie coś bardziej ekstremalnego, jednak najbardziej szalone kreacje w świecie SUV-ów są dziełem niewielkiej włoskiej manufaktury założonej zaledwie przed dekadą przez Guiseppe Fornasariego. Jego auta może i wyglądają niedorzecznie (szczególnie te z przednimi światłami od Golfa i tylnymi od Mucielago), są tragicznie zmontowane i okropnie w środku śmierdzą klejem, ale czy może coś równać się pod względem frajdy z takim Gruppo B wyposażonym w 700-konne V8 od Corvette? Wątpię.

Podziel się

&description=Mocniej, szybciej, więcej: dekada uber-SUVów" data-pin-do="buttonPin" data-pin-config="above" target="_blank">

Galeria zdjęć

Nasi partnerzy Zostań naszym partnerem
  • Exotic Car Club
  • Gentleman
  • Sklepy motoryzacyjne ProfiAuto – Partner ExoticCars.pl
  • Agencja Hostess Modelina -Hostessy.co
  • ShineFactory
  • SCP
  • Battle Royale
  • S13user
  • KiwiGifts
  • Auto-West
  • Trynid
  • Autogespot
  • Alfoholicy.org
  • SexWars.pl
  • Classic autoCUP
  • Rolls Royce Club